O dziewczynce, która chciała władać piekłem. „Demon Turf” – recenzja gry

-

Kiedy odpaliłam Demon Turf na PlayStation 5, pomyślałam, że nie wytrzymam pięciu minut wśród mgieł, psychodelicznych kolorów i bardzo przeze mnie nielubianego połączenia dwuwymiarowej grafiki z głębią 3D. Kilka dni później, po spędzeniu w tym świecie pierwszych pięciu godzin, miałam ogromny problem z przerwaniem gry i powrotem do rzeczywistości. Bo tak właśnie na człowieka działa Demon Turf – platformówka niezależnego studia Fabraz – że naprawdę trudno się od niej oderwać.
Poznaj Beebz i jej świat

Już od pierwszych sekund rozgrywki trafiamy do iście piekielnej rzeczywistości. Gangi, paskudne stworzenia, mroczne zakamarki i on – Król Demonów – którego pragnie zdetronizować nasza bohaterka. Zabawna, ironiczna, niezwyciężona i zawzięta – Beebz.

Jakże cieszy mnie, że protagonistką w tej historii jest postać kobieca! I to taka, której nie da się nie polubić. Beebz rzuca celnymi komentarzami, irytuje się, gdy kolejny raz skazujemy ją na porażkę, strzela sobie głupawe selfie i przypomina nieco Małą Mi, tyle że w dużo bardziej odjechanym wdzianku i z jeszcze ostrzejszym językiem. Aha, i w razie potrzeby zamienia się w nietoperza! Brzmi nieźle, co?

Plan Beebz zakłada, że podbije świat piekieł – tak po prostu. Jak na wyszczekaną, waleczną dziewczynę przystało, nie przejmuje się, że na jej drodze stanie cała chmara sługusów Króla Demonów oraz że przyjdzie jej przemierzyć krainy pełne pułapek, kul ognia i dziwacznych stworzeń. A my, rzecz jasna, będziemy musieli to zrobić razem z nią.

Mechanika Demon Turf

Zdobywanie kolejnych poziomów w świecie Beebz nie jest wcale łatwe. Potrzeba do tego sporej zręczności i opanowania mniej lub bardziej zaawansowanych sposobów przemieszczania się, wirowania, skakania i latania. Doskonale zaplanowano jednak długość każdej z misji. I tak jak czytelnicy książek często chwalą krótkie rozdziały, które da się pochłonąć niemal na jednym wdechu, tak tutaj gracze mogą docenić, że nie potrzeba przemierzyć wielu kilometrów, aby dotrzeć do mety.

Co ciekawe, twórcy Demon Turf oferują nam arcyświetne rozwiązanie – to my sami decydujemy o lokalizacji punktów kontrolnych. Na całą planszę mamy do dyspozycji trzy flagi i musimy korzystać z nich na tyle przemyślanie, aby w razie czego rozpoczynać grę w dogodnych dla siebie lokalizacjach i nie cofać się do samego początku. Przydają się tutaj umiejętności taktyczne oraz intuicja, żeby przewidzieć, ile jeszcze przeszkód zostało nam do pokonania. Ja w początkowych fazach zdecydowanie nadużywałam asekuracji, a w konsekwencji musiałam stresować się na finiszu, gdy niemożliwe już było samodzielne ustalenie miejsca zapisu. Z czasem jednak nabrałam wyczucia i dużo łatwiej przychodziło mi prawidłowe oszacowanie, co też na mnie czeka, nim dotrę do celu.


Oprócz tego, że musimy sporo się naskakać i nalatać, naszym zadaniem jest także walka z przeciwnikami – w każdej z krain są to raczej mało wymagające istoty, z jakimi spokojnie można sobie poradzić. Nieco bardziej skomplikowane okazują się starcia z bossami, ale nie chodzi o trudność związaną z niespotykaną siłą oponenta, a raczej z koniecznością wykonania długich serii określonych czynności, przy których łatwo o drobną pomyłkę i obowiązkowy powrót na start danego etapu bitwy. W tym wszystkim jest jednak coś satysfakcjonującego – niewykluczone, że odpowiada za to moje wrodzone pragnienie zdobywania szczytów, ale im więcej nieudanych prób miałam za sobą, tym mocniej pragnęłam zwyciężyć – i dopóki tego nie zrobiłam, nie było mowy o wyłączeniu konsoli.

Co to jest za atmosfera!

Jedną z głównych zalet Demon Turf jest w moim odczuciu niesamowity klimat. Specyficzna, oldskulowa grafika i absolutnie fantastyczna ścieżka dźwiękowa (dostępna na przykład na Spotify!) sprawiają, że człowiek zakochuje się w tym świecie, jeśli nie od pierwszej minuty, to od trzeciej albo czwartej. Jeżeli dołączymy do tego cięty język głównej bohaterki i wiele urozmaiceń ubarwiających rozgrywkę – naprawdę nietrudno będzie zrozumieć, dlaczego już od premierowych zwiastunów tytuł ten wzbudzał tak duże zainteresowanie (oraz ekscytację!) wśród graczy.

Warto przy tym wspomnieć, że Demon Turf oferuje naprawdę sporo smaczków. Poza głównymi akcjami w demonicznych krainach oraz walkami z bossami, Beebz może także poruszać się „po mieście”, brać udział w dodatkowych wyzwaniach albo robić zakupy i rozwijać swoją postać.

A jeśli po pokonaniu największych przeciwników zapragniemy powrócić do misji, jakie mamy już za sobą, okaże się, że miejsca, które zdążyliśmy poznać i „odhaczyć” jako ukończone, nieco się zmieniły. To z kolei sprawia, że do Demon Turf można wciąż wracać i wracać i cały czas odkrywać w zakamarkach gry kolejne smakowitości. Jak na niezależną produkcję to naprawdę dużo!

Ale są też wady

Choć myślę o tej pozycji jako o fantastycznej platformówce na nudne popołudnia, nie da się ukryć, że ma ona też pewne mankamenty. Intensywność barw, połączenie 3D z 2D i sporo mrocznych lokacji sprawia, że mój błędnik i wzrok szaleją. Bardzo szybko męczę oczy, grając w Demon Turf, a momentami problemem są dla mnie także sensacje żołądkowe, jak przy jeździe rollercoasterem.

Jak dotąd z podobnymi niedogodnościami spotkałam się tylko przy jednym tytule (House Flipper) i obawiam się, że mogę być jedynym takim przypadkiem na świecie, ale fakty pozostają faktami – dla mojego organizmu obraz, z jakim mamy tutaj do czynienia, jest po prostu wykańczający. Twórcy co prawda wprowadzili opcję zmiany barw na mniej intensywne, ale niestety nie przyniosło to oczom żadnej ulgi.

Na początkowych etapach miałam także pewien kłopot ze zrozumieniem zasad rządzących światem Demon Turf, ale na szczęście dość sprytnie rozwiązana została kwestia samouczka, a to z kolei sprawiło, że po jakimś czasie nowe wyzwania i zasady można było już w miarę łatwo opanować. Wprawdzie nadal kilka razy musiałam główkować, aby załapać, o co chodzi tym razem, ale drobne wyzwania intelektualne to również ciekawa część tej gry.

Dla kogo Demon Turf?

Myślę, że ducha tego tytułu najlepiej oddaje cytat, na jaki trafiłam na Twitterze: „To tak, jakby 3D Rayman, Splatoon i 3D Mario mieli dziecko – i to jest super”. Nie można było tego lepiej podsumować! Fani platformówek właśnie dlatego tak ciepło i entuzjastycznie przyjęli pierwsze zwiastuny Demon Turf – bo oto powstała gra, która z jednej strony jest absolutnie wyjątkowa, a z drugiej – ma w sobie ten oldskulowy sznyt. Jeśli tęsknimy za smakiem dobrych zręcznościówek sprzed lat – tutaj otrzymujemy wielki, słodki, smakowity i długo wyczekiwany tort.

I warto, naprawdę warto sprawić sobie tę grę. Playtonic Games wypuścił ją 4 listopada na pecety, XSX, Nintendo Switch, PS4, PS5 i XONE, więc wybór dostępnych platform jest dosyć szeroki. Za stówkę otrzymujemy tytuł, przy którym można spędzić długie godziny, przy okazji fantastycznie się bawiąc.

Polecam z całego serducha – mimo drobnych mankamentów.

  • Fantastyczna ścieżka dźwiękowa
  • Oldskulowy klimat
  • Świetna główna bohaterka
  • Ciekawie zaprojektowany świat
  • Dodatki i urozmaicenia
  • Wątki humorystyczne
  • Duża różnorodność ruchów

  • Przytłaczająca kolorystyka
  • Męcząca grafika

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Czas na powrót do oldskulowych platformówek! Wciel się w postać małej demonicy i pomóż jej spełnić marzenie o władaniu światem piekieł. Niezapomniane wrażenia gwarantowane!
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu