Czy zdołasz ocalić świat czarodziejów? „Harry Potter: Hogwarts Battle” – recenzja gry planszowej

-

Czarny Pan i jego poplecznicy znów zyskali moc i postanowili przejąć władzę nad Hogwartem. W ostatecznej bitwie rozstrzygną się losy czarodziejskiej społeczności. Czy Harry’emu i przyjaciołom uda się kolejny raz zwyciężyć? A może nadejdą mroczne czasy i panowanie nad światem przejmie Lord Voldemort?

Zawartość pudełka

Harry Potter: Hogwarts Battle to gra kooperacyjna oparta na mechanice deck-buildingu. Już na pierwszy rzut oka wiadomo, że w niestandardowej wielkości opakowaniu znajdziemy dużo ciekawych elementów. Co odkryjemy w środku? Po pierwsze plansza, mająca imitować mapę Huncwotów. Została ona bardzo starannie wykonana, wskazano też na niej miejsca dla pozostałych elementów, dzięki czemu nie trzeba tracić czasu na zastanawianie się, gdzie ułożyć karty. A tych mamy naprawdę sporo, bo aż dwieście pięćdziesiąt dwie!  Dzielą się one na karty miejsc, Hogwartu, czarnej magii, czarnych charakterów, pomocy oraz bohaterów. Oprócz tego wliczają się w to cztery talie początkowe postaci. Wszystkie kartoniki ukryto w siedmiu pudełkach ze scenariuszami. Poza kartami znajdziemy w opakowaniu cztery kości, siedem instrukcji do scenariuszy, cztery planszetki graczy, osiem znaczników mroku oraz siedemdziesiąt żetonów. Od tych wszystkich liczb można dostać na początku zawrotów głowy! Ale nie martwcie się, podział na scenariusze (w oryginalnej wersji językowej na książki, co lepiej oddawało treść) bardzo ułatwia rozgrywkę i dozuje ilość kart, z jaką stykacie się w danej partii.

Im dalej w las, tym więcej czarnej magii

Łatwo można się domyślić, że z każdym kolejnym scenariuszem będzie wzrastał poziom trudności rozgrywki. Zaczynamy naszą przygodę z Harry Potter: Hogwarts Battle jako pierwszoroczni uczniowie szkoły magii. Wybieramy jedną z czterech postaci: Harry’ego, Hermionę, Rona lub Neville’a. Nasi bohaterowie posiadają swoje talie początkowe, mające pomóc atakować czarne charaktery, ale przede wszystkim ułatwiające kupowanie nowych, coraz silniejszych, kart. W końcu jako żółtodzioby posiadamy niewielkie szanse na zwycięstwo w potyczkach. Naszym głównym celem jest ochrona miejsc, nad którymi kontrolę chcą przejąć ci źli. Żeby obronić dany obszar, musimy pokonać wszystkich stojących po stronie ciemności. Zbieramy więc żetony ataku oraz staramy się ściągać żetony mroku, za pomocą których czarne charaktery powoli przejmują kontrolę nad miejscami.

Po pierwszym i drugim scenariuszu obudzą się pewnie w was wątpliwości, czy aby ta gra nie jest zbyt prosta. Uspokoję was więc, z każdym kolejnym pudełkiem poziom trudności sięga wyżej. Nie chodzi nawet o to, że czarne charaktery mają więcej życia, a coraz mocniej dają w kość. Całe clue polega na tym, iż tych złych zwyczajnie w świecie przybywa. Popleczników Czarnego Pana z pierwszego scenariusza musicie pokonać również w czwartym czy siódmym. Co więcej, w pewnym momencie na planszy będzie odkrytych aż trzech mrocznych bohaterów. Każdy z nich posiada efekt, którego zadaniem jest uprzykrzyć graczom życie. I uwaga, jeśli będziecie mieć pecha, traficie na takie połączenia paskudnych działań, że możecie przegrać już w kilku pierwszych rundach, zanim jeszcze zdołacie dokupić wystarczająco silne karty. Dla przykładu przyznam, iż potrzebowałam aż trzech prób nim udało mi się przejść czwarty scenariusz.

Jak zniszczyć czarny charakter?

Wszyscy bohaterowie robią w swojej turze dokładnie to samo. Na samym początku odkrywają kartę czarnej magii i rozpatrują jej efekt. Zazwyczaj będzie to oznaczało, że któryś z graczy traci punkty życia, musi położyć znacznik mroku na karcie miejsca lub, przykładowo, nie może w tej rundzie dobierać dodatkowych kart. Następnie sprawdza się efekty, jakie wywołują odsłonięte czarne charaktery. Po tym jak stracimy już po kilka punktów życia i dołożymy znaczniki mroku, nadszedł czas na użycie naszych talii. Na ręce mamy po pięć kart. Zagrywamy je i rozpatrujemy ich efekty, a co za tym idzie dostajemy żetony ataku lub wpływu, za pomocą których zmniejszamy poziom życia antagonistów lub/i kupujemy karty z rynku. Następnie odrzucamy wszystkie karty z ręki i dobieramy pięć nowych. Pozbywamy się również zebranych żetonów, których nie zdołaliśmy zagrać. Gdy po kilku turach nasze punkty życia spadną do zera, zostajemy ogłuszeni, a co za tym idzie musimy odrzucić połowę kart, zebrane żetony oraz dołożyć znacznik mroku na karcie miejsca. Akcja ta może aktywować efekt wywoływany przez któryś z czarnych charakterów i oczywiście również trzeba go rozpatrzeć. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o najważniejsze zasady. Większość scenariuszy wprowadza jakieś dodatkowe elementy, takie jak kości domów czy możliwość użycia zaklęcia Petrificus Totalus, natomiast nie trzeba tego wiedzieć w momencie rozpoczynania rozgrywki. Fabuła bardzo ładnie nas prowadzi i w odpowiednich chwilach wyjaśnia wszelkie niuanse.


Wrażenia z rozgrywki

Powinnam pewnie zaznaczyć, że jestem stuprocentowym Potterheadem. Co najmniej raz w roku czytam całą serię J.K. Rowling, oglądając film cytuję poszczególne sceny, mam zakładki książkowe z motywami z HP i inne gadżety. Dlaczego uważam, że to ważne? Ponieważ w Harry Potter: Hogwarts Battle teoretycznie można grać bez znajomości historii o młodym czarodzieju, jednak z pewnością osoba lubiąca serię będzie miała inne odczucia niż ta zupełnie jej nie kojarząca. Sama mechanika gry nie jest odkrywcza, powiedziałabym, że to raczej deck-building dla początkujących. Co więcej, decyzja o stworzeniu gry kooperacyjnej zapewne również budzi u niektórych wątpliwości. Ja jednak byłam zachwycona. Zbierałam karty z postaciami i zaklęciami, które znałam, patrzyłam, jak mój bohater zyskuje coraz to nowe zdolności i razem z całą drużyną przeżywałam chwile rozpaczy, gdy karty czarnej magii wraz z czarnymi charakterami tworzyły takie połączenia negatywnych efektów, że wszyscy kończyliśmy ogłuszeni, a bronione przez nas miejsce przechodziło w ręce tych złych. Jaki więc z tego morał? Ja z pewnością do tego tytułu powrócę! To, że za każdym razem talia układa się przypadkowo sprawia, iż rozgrywka nie jest powtarzalna, chociaż wiemy, z jakimi przeciwnikami przyjdzie nam się zmierzyć. Czekam też z niecierpliwością na dodatek, który funkcjonuje już w angielskiej wersji językowej. A gdybym miała coś zmienić? Chciałabym pewnie dostać opcję dołączenia do drużyny czarnych charakterów. Może za jakiś czas wydawnictwo da graczom taką perspektywę?

Tytuł: Harry Potter: Hogwarts Battle

Liczba graczy: 2-4

Wiek: 11+

Czas rozgrywki: 30-60 minut

Wydawnictwo: Rebel

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Tytuł obowiązkowy dla wszystkich fanów Harry’ego Pottera. Bardzo starannie wykonane elementy i wypraska oraz pudełko imitujące kufer. „Harry Potter: Hogwarts Battle” sprawdzi się również w roli zachęty dla osób nowych w planszówkowym świecie ze względu na kooperację oraz nieskomplikowaną mechanikę. Ten tytuł da wam godziny naprawdę dobrej zabawy!
Joanna Posorska
Wielka fanka koreańskich i japońskich dram. Uzależniona od anime z potężnymi protagonistami. Miłośniczka kawy, kotów i gier planszowych.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu