Czy to ekstaza? „Ekstaza” – recenzja filmu

-

Dzięki ogólnopolskiemu przeglądowi horrorów – Fest Makabra – już po raz czwarty możemy zapoznać się z najciekawszymi i najbardziej oryginalnymi produkcjami sezonu. Moją szczególną uwagę zwróciła Ekstaza, film o młodej malarce, jego krzykliwy, neonowy plakat i kilka ocen przytoczonych w zwiastunie, mówiących o najlepszym filmie grozy tego roku, dwudziestu lat, ogólnie 10/10… Sprawdziłam.
„Znana z makabrycznej twórczości malarka Deezy Donahue jest profesjonalistką w każdym calu”*

Już sama wzmianka o malarce i jej makabrycznej twórczości sprawiła, że chciałam dowiedzieć się więcej. I chociaż byłam nieco zniechęcona po niezbyt udanym Velvet Buzzsaw od Netfliksa, opowiadającym o morderczych dziełach sztuki, postanowiłam dać horrorom o podobnej tematyce kolejną szansę.

Kadr z filmu „Ekstaza”

Los Angeles spowite zostaje mroczną aurą rodem z gotyckich powieści i kina lat 80., skąd wywodzą się wampiry, potwór Frankensteina, obłęd i psychoza. Niektórzy doszukają się tu również nawiązań do Draculi i Portretu Doriana Graya, a i twórcy zupełnie nie kryją się ze swoimi inspiracjami. W opiniach często pojawia się także porównanie do Climaxa Gaspara Noé.

Nie mogąc ukończyć najnowszego dzieła, szuka inspiracji, sięgając po wszelkie dostępne środki odurzające”*

Od samego początku jesteśmy atakowani bodźcami. Przed rozpoczęciem filmu pojawia się ostrzeżenie dla osób chorych na epilepsję, a zaraz potem dostajemy w twarz ostrą czołówką z neonowymi, migającymi napisami i ciężką, głośną muzyką. I taka właśnie jest ta produkcja, neonowa i głośna. Młoda malarka próbuje radzić sobie z brakiem weny, biorąc nowy, mocny narkotyk o nazwie Diablo, czym potwierdza stereotyp artysty jako ekscentryka zdolnego tworzyć jedynie pod wpływem substancji psychoaktywnych.


„W pogoni za natchnieniem wpada w wir hipnotycznych tripów, spędzanych na dzikich domówkach i w heavy metalowych barach”*

Wraz z rozpoczęciem cykli haju i bolesnych zjazdów, podczas których Deezy próbuje przypomnieć sobie, co robiła przez ostatnich kilka godzin, narracja zaczyna się rwać. Dynamicznie zmontowane, psychodeliczne, oderwane od rzeczywistości sceny irytują i szokują szybkością, agresją, rozedrganiem, błyskami z ekranu. Wraz z główną bohaterką zanurzamy się w obłędzie, ciężkich brzmieniach metalu, doom-metalu i hardcore’u, a w chwilach przebudzenia obserwujemy progres w tworzeniu arcydzieła.

„Po kilku nocach spędzonych z rozmiłowanymi w rozpuście przyjaciółmi Courtney i Ronniem, Deezy zauważa w swoim organizmie pewne zmiany”*

Nadchodzi moment, w którym ani widz, ani młoda malarka nie potrafią odróżnić prawdy od majaków wywołanych używkami. Częstotliwość teledyskowo zmontowanych scen ciągle się zwiększa, tak jak ilość krwi.

Co ciekawe, zdecydowano się tu na użycie praktycznych efektów specjalnych, bez obróbki komputerowej. Litry sztucznej posoki, które raz są rozmazane, a raz ciekną strugami po twarzy i ciele postaci, oraz wyrywane kawałki ciała, robią niesamowite wrażenie. Ziarnisty obraz uzyskany dzięki zastosowaniu klasycznej taśmy o szerokości szesnastu milimetrów i neonowe oświetlenie sprzyjają zarówno perwersyjnym scenom erotycznym, jak i narkotykowym tripom.

Kadr z filmu „Ekstaza”

„Z jednej strony odzyskuje wenę i może dalej pracować nad obrazem (…)”*

Priorytetem jest skończenie obrazu, pokonanie niemocy twórczej. Diablo pomaga dziewczynie uporać się z tym problemem, otworzyć na nowe doświadczenia zmysłowe, dzięki temu prace nad dziełem szybko posuwają się do przodu. Niestety w pewnych momentach trudno mi było uwierzyć w wulgarne, zblazowane oblicze malarki, a także w tytułową ekstazę, która malowała się na jej twarzy w końcowych scenach.

„(…)z drugiej – zaczyna odczuwać niezdrowy i coraz silniejszy pociąg do krwi”*

Jednak w tym wszystkim Deezy traci swoją tożsamość, przestaje kontrolować pragnienia i lęki, ma dziury w pamięci, jest wściekła i zagubiona. Czy było warto?

Oprócz oczywistych kwestii związanych z konsekwencjami uzależnienia, w filmie porusza się także temat więzi artysty z dziełem, to, jaką cenę jest w stanie zapłacić jednostka za możliwość stworzenia czegoś od podstaw. Pokazuje także hedonizm zepsutego społeczeństwa przyzwyczajonego do sukcesu i czerpania przyjemności z życia. Nie zmienia to jednak faktu, że film męczy swoją formą, a zamiast straszyć, obrzydza.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękujemy

 

Tytuł oryginalny: Bliss

Reżyseria: Joe Begos

Rok: 2019

Czas: 1 godzina 20 minut

 


*fragmenty opisu filmu ze strony www.festmakabra.pl

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Szczątkową fabułę i minimalną ilość grozy, ratują tu dopracowana strona techniczna, praktyczne efekty specjalne i oświetlenie. Nawet montaż, choć irytujący, spełnia zadanie wprowadzenia widza w stan zbliżony do narkotykowych doznań głównej bohaterki.
Patrycja Smaga
Zawód: Grafik, chociaż ani artystką ani projektantem się nie czuje. Posiada aspiracje na ilustratora. Typ osobowości: Introwertyk, domator o trybie wieczornym – sowa. Inne przypadłości: książkoholizm, serialoholizm, kinomania. Znaki szczególne: Duże okulary, nieobecny wzrok, książka pod ręką.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu