W centrum japońskich wierzeń. „Bitoku” – recenzja gry

-

Gdy wydawnictwo Portal Games zapowiedziało zamiar stworzenia polskiej wersji Bitoku, serca wielu planszówkowych wyjadaczy zabiły szybciej. Jednych ze względu na motyw, na jakim tytuł został oparty – japońskich wierzeń ludowych, drugich z uwagi na nową, ciekawą i świeżo wyglądającą średniej ciężkości pozycję euro na rynku, a innych, ponieważ połączenie obu tych rzeczy wydawało się ekscytujące i trafiające w ich gusta niemal całkowicie. Czy Bitoku spełniło oczekiwania graczy?

Bitoku gra planszowa
Bitoku, fot. Natalia Kłysz
Początek opowieści

Klimat japońskich wierzeń wylewa się z pudełka Bitoku  jeszcze przed jego otwarciem. Gra już od pierwszego spojrzenia na nią przyciąga i kusi, wiele obiecując i windując oczekiwania. Cudownie ilustrowane opakowanie, choć rozmiarem nie odstaje zbytnio od innych, większych tytułów, zdecydowanie swoje waży i to wcale nie bez powodu – zostało bowiem wypełnione po brzegi rozmaitymi komponentami. W ich skład wchodzą wymienne, tekturowe plansze (jest ich aż czternaście) główne oraz te graczy, kości, ponad sto siedemdziesiąt drewnianych znaczników (Wielkiego Ducha, Pagody, Graczy, Pielgrzymów, Kodam, Budynków i Zasobów: drewna, kamienia, jadeitu oraz sake), ponad sto pięćdziesiąt kartonowych kafelków (Budynków, Skarbów Jezior, Kryształów, Duchów Mitama, Ważek, Torii, Iwakur, Tengu), sto jedenaście kart Yōkai, Bitoku (w tym: Kappy, Imomushi, Nezumi, Kitsune, Shin Ookami, Yama-uba), Wizji oraz Akcji Tengu, a także Amulety, znaczniki, karty pomocy oraz, oczywiście, instrukcja. Dołączono także pakiet woreczków strunowych, dzięki czemu kartonowe elementy, które musimy wycisnąć z wyprasek, posegregujemy i pochowamy tak, aby nie przemieszczały się po całym pudle luzem.

Bitoku recenzja
Bitoku, fot. Natalia Kłysz

Jakość wykonania elementów Bitoku zachwyca, choć z małym wyjątkiem. Dołączone do zestawu karty są dość cienkie i podatne na zniszczenia, zatem bardziej pedantyczni gracze z pewnością będą chcieli je zakoszulkować. Jeśli zaś chodzi o komponenty drewniane i tekturowe, zdecydowanie nie ma się do czego przyczepić – trwałe, z grubego materiału, dobrze wykonane. Całości dopełnia oszałamiająca szata graficzna, która oczarowuje graczy feerią barw, ale i ilustracjami. Mimo szczegółowości rysunków, nie wydają się one nadmiernie pstrokate i pozostają czytelne, co poniekąd jest także zasługą wielkości elementów. Jedynie pośród ilustracji na planszy niektóre przedmioty mogą umknąć naszej uwadze, dlatego należy każdorazowo uważnie ją lustrować, by nie pominąć istotnych dla nas znaczników – zwłaszcza przy rozgrywce w pełnym, czteroosobowym składzie, gdzie robi się dość… tłoczno.

Japońskie klimaty, jak wspomniałam wcześniej, wylewają się z Bitoku i momentalnie pozwalają zatopić się w azjatyckim świecie legend. Tytuł ten to zdecydowanie jedna z najładniejszych planszówek, jakie trzymałam w rękach.

Bitoku gra
Bitoku, fot. Natalia Kłysz
Kiedy wstęp się wydłuża…

Zazwyczaj w tym miejscu, w większości recenzji, znajduje się krótkie przybliżenie zasad, na jakich opiera się omawiany tytuł. W przypadku Bitoku, niestety, nie jestem w stanie ich rozpisać, bowiem instrukcja liczy aż trzydzieści dwie strony. Niektórych ta informacja odstraszy, ale na pewno nie zaawansowanych graczy, którzy w tak rozbudowanej grze dostrzegą ogromny potencjał. Niemniej uważam, iż warto o tym wspomnieć – nowa pozycja Portal Games nie trafi do „niedzielnych planszówkowiczów”.

Mimo to, napomknę krótko o podstawie, na której zbudowano Bitoku. W grze uczestnicy wcielają się w leśne duchy, pragnące wynieść się do poziomu Wielkiego Ducha Lasu, oraz korzystające z pomocy tak zwanych yōkai – mitycznych demonów o wielu formach, lawirujących między rzeczywistością a światem nadnaturalnym, nierzadko czczonych przez Japończyków na równi z bóstwami. Poza tymi stworzeniami, w Bitoku pojawiają się także kodamy, czyli zamieszkujące ponad wiekowe drzewa duchy, oraz pielgrzymi, stanowiący naszych wyznawców. Uczestnicy mogą także zdecydować się pomóc mitamom – czyli w przypadku omawianej planszówki, znanym z shintoizmu ludzkim duszom. Rozgrywkę podzielono na cztery rundy po cztery fazy – reprezentujące cztery lata, składające się z czterech pór roku, podczas których będziemy między innymi zagrywać karty, przemieszczać kości i rozmaite znaczniki, czy wznosić budynki. Swoje działania i akcje należy planować w taki sposób, aby maksymalizować zyski zapewniane przez poszczególne komponenty.


Bitoku
Bitoku, fot. Natalia Kłysz
Jā, ikimasu!

Na początku musicie się przygotować na to, jak wiele miejsca zajmuje omawiana gra, szczególnie w wariancie dla maksymalnej liczby graczy. Główna plansza jest ogromna, te uczestników również mają słuszne wymiary, a jeszcze wokół nich należy zostawić wolne pola na karty odrzucone, zasoby, znaczniki, blankiety Bitoku i tak dalej. Z pewnością przyda się spory stół, a jeśli takiego nie posiadacie, możecie skończyć na podłodze. Z uwagi na wielkość gry, jak i liczbę jej elementów, rozłożenie planszówki jest nieco czasochłonne. Dlatego dobrym pomysłem zdaje się dokładne zapoznanie się z komponentami i obszarami planszy (szczególnie ich nazwami!), jeszcze przed rozpoczęciem setupu, wówczas przygotowanie idzie zdecydowanie szybciej.

Najważniejszą cechą Bitoku jest fakt, iż cała jego mechanika opiera się tylko i wyłącznie na symbolach. Poza nazwami poszczególnych mitycznych stworzeń, na kartach nie znajdziemy nawet literki tekstu. Zatem aby swobodnie poruszać się po planszach w trakcie rozgrywki, należy dobrze zaznajomić się z ikonografikami i przypisanymi im znaczeniami. Warto jednak nadmienić, iż jest ich dość sporo, więc pierwsze partie z pewnością będą wymagały posiadania pod ręką kart pomocy. Te, na szczęście, skonstruowano na tyle szczegółowo (opatrując rysunki numerami stron instrukcji, gdzie znajdziemy więcej informacji), iż mimo konieczności przeczesywania wzrokiem ich zawartości, rozgrywka nie powinna znacząco tracić, choć może się wydłużyć, ale nie w takim stopniu, by ostatecznie popsuć wrażenia z zabawy. Oczywiście, co nieuniknione, jej płynność zostanie nieco zaburzona, niemniej im szybciej opanujemy symbole, tym szybciej wejdziemy w rytm pozwalający nam cieszyć się partią bez zbędnych przerw.

Przy okazji zasad rządzących planszówką, trzeba pochwalić instrukcję, w jasny i przejrzysty sposób prowadzącą graczy przez wszystkie etapy, znaczenia, efekty, akcje i tym podobne. W trakcie rozgrywki rzadko kiedy urodzą się pytania, na które nie byłoby odpowiedzi w książce reguł, tym bardziej że opatrzono ją wieloma przykładami, rysunkami i szczegółowymi opisami. Mimo że zarówno nomenklatura, jak i liczba obowiązujących symboli i zasad przytłaczają na wstępie, szybko zaczynamy kojarzyć istotne informacje, a wówczas planszówka nie przeraża już tak, jak na początku – okazuje się bowiem, iż obawy o jej poziom trudności i skomplikowania zostają rozwiane – pozycja wcale nie jest taka straszna, jak mogłoby się wydawać!

karty Bitoku
Bitoku, fot. Natalia Kłysz

W Bitoku największy nacisk położono na silnie rozbudowaną strategię, wymagającą od graczy wszechstronności i szczegółowej analizy wielu opcji na raz, a także planowania z wyprzedzeniem i przewidywania ruchów przeciwników. Jest tu też mały element deckbuildingu, ale autorzy skupili się głównie na worker placement. Ścieżek do zwycięstwa istnieje sporo, na czym zyskuje regrywalność. Rośnie ona także z uwagi na dwustronność planszy głównej, która w trybie dla trzech i czterech graczy posiada wyżłobienia do uzupełnienia specjalnymi kafelkami, zatem jej część będzie się zmieniać co rozgrywkę.

Bitoku niejako wymusza na uczestnikach maksymalne zaangażowanie w to, co dzieje się na stole, oraz ciągłe skupienie uwagi – podczas rozgrywki nie ma więc miejsca na pogaduchy. Tytuł wymyka się schematom, dzięki czemu nie nuży, choć zdarza się, iż downtime nas nieco spowolni, dlatego nie należy oczekiwać dynamiki rodem z blitza – dostępne akcje powinno się bowiem dokładnie przemyśleć, a że kombinacji istnieje cała masa, tym bardziej trzeba poświęcić czas rozważaniom i dostosowywaniu strategii. A warto tu wspomnieć, że graczy czekają naprawdę trudne wybory, które spędzą im sen z powiek.

Dużo różnorodnych opcji zdobywania punktów miejscami przyprawiają o zawrót głowy, ponieważ wymagają od nas kontrolowania dosłownie każdego aspektu. W Bitoku nic nie jest umieszczone przypadkowo, a mechanikę przemyślano w najdrobniejszych detalach – poszczególne znaczniki są zbalansowane i na równi istotne, zatem nie powinno się odpuszczać któregoś z nich na rzecz innych. Wszystkie mają znaczenie i wszystkim należy poświęcać uwagę.

Choć rozgrywka to walka o pozycję Wielkiego Ducha Lasu, negatywnej interakcji jest tu jak na lekarstwo i uważam to za plus – podkładanie sobie świni w planszówce o tak fantastycznym, mitycznym klimacie, popsułoby doznania z obcowania z japońskimi wierzeniami. Tak naprawdę jedyną sposobność na pokrzyżowanie przeciwnikowi szyków stanowi wzięcie z planszy kafelka, który mógł on, ale nie musiał, mieć na oku, bądź cofnięcie kodamy na torze, co wynika wprost z rozrysowanych efektów danych akcji.

Bitoku
Bitoku, fot. Natalia Kłysz

Gra dobrze się skaluje, a szczególnie cieszy opcja solo – w wielu obecnie wydawanych tytułach nierzadko tryb dla jednego gracza dodawany jest raczej jako smutna konieczność, w Bitoku jednak pozwala on czerpać z rozgrywki niemal tyle samo przyjemności, co partia w wieloosobowym składzie. Świetnie zatem sprawdzi się jako pomysł na spokojny wieczór w domowym zaciszu, gdy pragniemy rozruszać nieco szare komórki. Wersję solo oparto na zmaganiach z tengu – niegodziwym demonem, próbującym sprawić, abyśmy zboczyli z obranej ścieżki. Rozgrywka w pełnym gronie natomiast nabiera rumieńców, gdyż silniej odczuwamy ducha rywalizacji, co nie powinno stanowić zaskoczenia – zazwyczaj najwięcej radości przynosi gra ze znajomymi, jednak tu nie oznacza to, iż stanowi ona wyłączny dobry wariant.

Bitoku recenzja
Bitoku, fot. Natalia Kłysz
Skromna pielgrzymka

Mnogość dostępnych w Bitoku opcji, elementów do wykorzystania, jak i symboli, a także nazw, może przytłaczać i nie będę ukrywać, iż pierwsza rozgrywka była dość ciężką przeprawą. Zwróćcie jednak uwagę, że napisałam „rozgrywka”, a nie „rozgrywki” – wynika to z faktu, iż jedna partia wystarczyła, by następną przejść swobodniej i niemal bezproblemowo. Jak już wspominałam, gdy tylko wejdziemy w odpowiedni rytm i zaczniemy kojarzyć symbole oraz japońską nomenklaturę, tytuł ten przestaje być przerażający.

Choć planszówka opisywana jest jako „średniej ciężkości gra euro”, to dla niektórych próg wejścia może okazać się za wysoki i wyeliminować wielu już na starcie, podczas wertowania instrukcji. Wytrwałym natomiast otworzy drzwi do nieograniczonej liczby możliwości, prezentując pełnię swego potencjału. Bitoku bez wątpienia zachwyci złożonością, tematyką, klimatem, oraz estetyką, i jeśli tylko przebrniemy przez trudne początki, nasza cierpliwość zostanie wynagrodzona z nawiązką. Nie sposób nie docenić formuły tego tytułu, jak i przemyślanej w każdym wymiarze i detalu mechaniki, gdzie żadna ikonka, cyferka czy komponent nie znalazły się przypadkowo.

Bitoku
Bitoku, fot. Natalia Kłysz
Wywyższenie

Nowa planszówka od Portal Games nie jest produkcją dla dzieci (sugerowany przez producenta minimalny wiek to 14+), które choć z pewnością zostaną przyciągnięte przez ilustracje i barwy, zdecydowanie sobie z nią nie poradzą. Nie sprawdzi się również jako opcja podczas domówki czy gra do zabrania w podróż – wymaga zbyt wiele skupienia i jest zdecydowanie za duża i za ciężka (w obu tego słowa znaczeniach).

Natomiast wśród wprawionych graczy Bitoku stanie się gwiazdą wieczoru – głównym daniem podczas planszówkowego spotkania. Dawno nie trafiłam na grę, która tak bardzo kupiłaby mnie w każdym swoim aspekcie, zaangażowała i zachwyciła zarazem na tyle, by szczerze, z ręką na sercu, polecać ją dalej. To kawał porządnej, wartej swojej ceny planszówki, zdecydowanie zasługującej na wysokie oceny na BGG.

W centrum japońskich wierzeń. „Bitoku” – recenzja gryTytuł: Bitoku

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 14+

Czas rozgrywki: 120 minut

Wydawnictwo: Portal Games

 

Portal Popbookownik objął patronat medialny nad grą Bitoku.

Więcej na temat przeczytacie tutaj.

Kojarzymy i łączymy. „Piątka” – recenzja gry planszowej

 

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Dla bardziej zaawansowanych graczy „Bitoku” to absolutny ¬must-have tego roku, który niejednokrotnie zagości na ich stole. Przepiękna, skrupulatnie przemyślana i klimatyczna planszówka; warta swojej ceny i nie bez powodu wysoko oceniana na BGG.
Adrianna Dworzyńska
Adrianna Dworzyńska
Geek i fanatyczka popkulturalna. Fascynatka astrofizyki, miłośniczka wszystkiego, co azjatyckie, a także była tulmbreciara. Członkini wielkiej trójki fandomów. Ceni magię ponad efektami, dlatego kocha Doctora Who i Merlina nad życie. Dyrektor ds. Memologii 2.0, śmieszek 24/7, ale przede wszystkim stuprocentowy hobbit - lubi święty spokój, jedzenie i spanie.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

W centrum japońskich wierzeń. „Bitoku” – recenzja gryDla bardziej zaawansowanych graczy „Bitoku” to absolutny ¬must-have tego roku, który niejednokrotnie zagości na ich stole. Przepiękna, skrupulatnie przemyślana i klimatyczna planszówka; warta swojej ceny i nie bez powodu wysoko oceniana na BGG.