Bardzo smutna rozgrywka retro. „DOOM 3: VR Edition” – recenzja gry

-

DOOM 3 VR Edition pojawił się na rynku jako ciekawostka, a może bardziej eksperyment albo miał też stanowić coś więcej, na zasadzie: „Bądźmy pierwsi i w wersji 3D wykorzystajmy tytuły retro”. Tego, co było myślą przewodnią amerykańskiego studia id Software, raczej się nie dowiemy, ale mamy szansę sami się przekonać, że nie wszystko, co dawało frajdę kiedyś, w nowych odsłonach nadal się podoba.
Spadamy na Marsa!

Fabuła gry jest typowa jak na produkcję FPS z roku 2004 – mamy tutaj do czynienia z prostą opowieścią o losach żołnierza, który w dalekiej przyszłości, w zdecydowanie nieodpowiednim dla siebie czasie, trafia na marsjańską bazę prowadzoną przez ludzi. W ten sposób zaczyna się mrożąca krew w żyłach przygoda, gdzie na szali staje jego życie, a także losy Ziemi.

Screen z gry

W trakcie rozgrywki walczymy z dużą liczbą wrogów o różnej sile, wytrzymałości i zdolnościach, jak również ze zwiększającym się wraz z postępem akcji naporem z ich strony. Uzyskujemy także szansę na zdobycie pokaźnego i zarazem coraz potężniejszego arsenału broni oraz rozwiązanie wielu zagadek związanych z odsłuchem i odczytaniem wiadomości pozostałych postaci egzystujących do tej pory w bazie badawczej. Przeważnie dotyczy to znalezienia kodu do skrytek czy pomieszczeń, czyli… niczego specjalnie odkrywczego.

Screen z gry


Jak to wygląda na VR?

Zakładając okulary VR do PlayStation 4 przy tytułach, w które bawiliśmy się lata temu, mamy prawo spodziewać się jakichś poprawek graficznych, płynności, dopracowania detali czy jakiegokolwiek usprawnienia, co pozwoliłoby nacieszyć się klimatem gry. Niestety, nie tym razem. Przeniesienie produktu do VR przyniosło efekt w postaci rozmycia tekstur, bolesnej wręcz prostoty i, co tu kryć – po prostu brzydoty.

Screen z gry

Najbardziej oberwało się przeciwnikom, którzy stali się kanciasto-bezkształtni albo inaczej mówiąc – zwyczajnie paskudni. Budzący niegdyś strach i grozę dziś są niczym więcej, jak tylko pośmiewiskiem pikselozy. Na dokładkę otrzymujemy jeszcze przerywniki filmowe wywołujące zdumienie i zażenowanie jakością sprzed prawie dwudziestu lat. I pomimo tego, że obraz z okularów VR nie musi być idealnie czysty i wyraźny, to ściany i lokacje pozostawiają nie najlepsze wrażenie.

Screen z gry

Dziwne to sterowanie…

Poruszanie się w DOOM 3: VR Edition za pomocą pada wymaga dłuższego przyzwyczajenia i wyczucia kąta przeskoku przy wspomaganiu obrotu gałkami. Pisząc w skrócie, na siedząco wiele nie zdziałamy i wielokrotnie zagubimy się wpatrzeni w ścianę, gdy przeciwnik nas zaatakuje. Tempo poruszania rywali prawdopodobnie zostało zmniejszone, abyśmy mieli więcej czasu na reakcję ruchową pada i wycelowanie, co nieco psuje oryginalny klimat gry i płynność ruchów, ale dla niektórych graczy może być zaletą.

Dodatkowo celowanie wymaga wyczucia pozycji kontrolera w rękach i trzymania go w ciągłej gotowości tak, abyśmy nie strzelali po podłodze czy ścianach, czyli typowy klasyk wirtualnej rozgrywki za pomocą Dual Shocka. Niechaj ręce nam nie mdleją, bo przeciwnik czai się praktycznie za każdym winklem czy też dziurą!

Screen z gry

Są też plusy

Oprawa dźwiękowa DOOM 3 już w oryginale była największą zaletą tytułu i w połączeniu z odpowiednim sprzętem audio i wyciszeniem otoczenia budowała klimat przerażenia, gdzie niejeden włos na ciele stawał dęba, a kroki nadchodzącego przeciwnika przyspieszały bicie serca. Tutaj także cały czas coś skrzypi i dzieje się gdzieś w tle. Nie czujemy się bezpiecznie i nigdy nie możemy być pewni, że wszystko będzie w porządku.

Polecam czy nie polecam?

Pomijając więc fakt brzydkiej grafiki i trudnego do opanowania sterowania za pomocą pada, które jednak przyzwyczają nas do siebie, DOOM 3: VR Edition nadal jest tytułem, mogącym ucieszyć prawdziwego weterana retro. W połączeniu z okularami VR pozwoli bardziej wczuć się w klimat i ponownie przeżyć tę historię na nowo, a nawet czasami autentycznie przestraszyć nagłymi atakami znikąd.

Warto jednak zaznaczyć, że – przynajmniej w moim przypadku – po kilku sesjach z przerwami staje się po prostu dobrym wspomnieniem do ogrania pod nową wersją, ale efekt zaskoczenia szybko mija. Młodzi gracze, którzy nie widzieli wcześniej DOOM 3, mogą odpuścić sobie tę propozycję zabawy, zwłaszcza że na rynku jest kilka fajnych i dopieszczonych tytułów, natomiast dinozaurom polecam rozgrywkę jako sentymentalną wycieczkę w przeszłość.

  • Atmosfera rozgrywki
  • Powrót do dawnego klimatu
  • Dobre udźwiękowienie

  • Paskudna grafika, która nie przetrwała próby czasu
  • Problemy ze sterowaniem
  • Brak wyraźnych poprawek w stosunku do oryginalnej wersji

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

Rozrywka tylko dla koneserów tęskniących za retroklimatem albo spragnionych ciekawostek takich jak ograny klasyk przedstawiony w wersji VR. Tytuł dobry dla chwilowej rozrywki albo uronienia łzy wzruszenia na wspomnienie dawnych potyczek.
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu