A miało być tak pięknie. „Reminiscencja” – recenzja filmu

-

Reminiscencja to miks gatunkowy oblany sporą dozą pięknych ujęć, które zachwycają już w trailerze. Główną rolę gra tu Hugh Jackman, reżyserką i scenarzystką jest Lisa Joy, współtwórczyni Westword, a na dodatek muzykę do filmu skomponował Ramin Djawadi, jego podkłady dźwiękowe mogliśmy podziwiać w takich produkcjach, jak Gra o tron czy Iron Man. Zapowiada się hit, prawda? Cóż mogłoby pójść nie tak?
Miłość z przeszłości

Chłopak poznaje dziewczynę. A właściwie mężczyzna z traumą powojenną i chorym kolanem poznaje piękną, acz spłukaną kobietę. Ich związek jest pełen seksu w ubraniach, odwiedzania zakazanych miejsc i nucenia. I wszystko byłoby w porządku – co kto woli, prawda? – gdyby nie jeden mały szczegół. To już się wydarzyło.

Bannister nie jest „zwykłym” weteranem, tylko człowiekiem, który podróżuje do przeszłości. Prowadzi biznes, dzięki jakiemu jego klienci mogą powrócić do swoich wspomnień, a gdy jego ukochana przepada bez śladu, sam korzysta z maszyny, żeby jeszcze raz przeżyć swój związek w poszukiwaniu tropów, które pomogłyby mu znaleźć Mae.

Kadr z filmu „Reminiscencja”/©Warner Bros Polska

Science fiction spotyka noir

Wiele sytuacji w filmie jest jak wyrwanych z konwencji noir: śpiewaczka w obcisłej sukience, sidekick z problemem alkoholowym i sam Banner – dobrze ubrany à la detektyw, gotów zginąć dla swojej ukochanej (i w imię odkrycia prawdy, of kors). Mamy tutaj jednak też typowe elementy science fiction  – świat zatopiony po bliżej nieokreślonej wojnie i technologię przyszłości.


To połączenie w dziwny sposób działa. Ma vibe Blade Runnera, ale takiego, w którym twórcy nie przemyśleli fabuły do końca. Bo tutaj niby wszystko gra, tylko na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jest niedopracowane. Wiemy, iż świat został częściowo zatopiony i że była jakaś wojna. Informacji na ten temat dostajemy jednak tyle co nic. To trochę tak, jakby oglądać drugą część historii nie zobaczywszy pierwszej.

Dziesięć tysięcy pomysłów i żaden z nich niezrealizowany

Już doszliśmy do tego, że Reminiscencja to science fiction i noir – gdyby tak zostało, byłoby perfekcyjnie. Ale nie. To jeszcze thriller, romans, dramat i hmm… przestroga przed globalnym ociepleniem. Ogólnie do tego wora zostało wrzuconych wiele wątków i przez to żaden nie wybrzmiewa do końca. Raz gonimy tu, a raz gdzie indziej. Najbardziej ubogi okazuje się niestety główny motyw filmu, czyli odpowiedź na pytanie gdzie jest zaginiona Mae? Rozwiązanie akcji, rozwodnione wielokrotnie po drodze innymi pierdołami i brakiem szczegółowych wyjaśnień, nie wzbudza wielu emocji.

Romans, bejbi!

Jedynym, co się Reminesencji udaje, jest wątek romantyczny. Ma on czar i to pewnie zasługa elektryzującego Hugh Jackmana czy tajemniczej Rebecki Ferguson, ale w miłość na ekranie można uwierzyć. I nie chodzi o to, że para razem ładnie się prezentuje, a raczej o wiarę w przedstawione postaci. Kto nie chce, żeby straumatyzowany weteran i biedna śpiewaczka się odnaleźli na tym smutnym, podtopionym świecie?

Kadr z filmu „Reminiscencja”/©Warner Bros Polska

Ciary żenady

Wcześniej wrzuciłam krótką recenzję na swój Instagram i napisałam, że nie było ciar żenady. Skłamałam. Otóż oprócz tych zmiksowanych gatunków, do tego wielkiego wora chaosu wrzucono kogoś jeszcze – poparzonego skorumpowanego glinę ewidentnie wzorowanego na postaci Dwóch Twarzy z Batmana. I to  po prostu za wiele, bo on tak odstaje od tej produkcji, że to aż śmieszne. Po pierwsze pojawia się tylko wtedy, gdy to wygodne dla fabuły i rozwoju bohaterów, po drugie jest kalką typowych nemezis. Brakuje mu jedynie napisu na czole: „Ten Zły”. A chwila… przecież ma oparzenie na połowie twarzy. Ugh.

Zmarnowany potencjał

Ja wiem, że cała recenzja to niemal lista wad, ale prawda jest taka, iż w obrazie znalazło się kilka magicznych momentów. Zdjęcia były naprawdę piękne, a sceny akcji wypadały bardzo przekonująco. Do tego aktorzy, chociaż czasami mieli infantylne dialogi do odegrania, robili to przekonująco.

I to jest właśnie największy problem tego filmu: zmarnowany pomysł. Historia ma ogromny potencjał i po prostu gdzieś tam przy realizacji (kilka razy) coś poszło nie tak. Świat przedstawiony jest płaski jak kartka papieru, niektórzy bohaterowie budzą zażenowanie, a sam główny plotrozpada się w pewnym momencie na kawałki pod ciężarem zupełnie niepotrzebnych wątków. Gdyby tak połatać tych kilka dziur (i wywalić sekwencje poparzonego gliny na śmietnik głupich pomysłów, gdzie ich miejsce), Reminiscencja mogłaby być jednym z tych kultowych, dziwacznych produkcji, do których fajnie się wraca. A tak film o pamięci szybko zostanie zapomniany.

 

Reżyseria: Lisa Joy

Tytuł oryginalny: Reminiscence

Rok premiery: 2021

Czas trwania: 1 godzina 56 minut

podsumowanie

Ocena
5.5

Komentarz

Jeśli sami twórcy nie mogą się zdecydować, jaki jest gatunek filmu i czy wolą iść w stronę karykaturalnych postaci jak z komiksu, czy subtelnych, pięknych scen w zalanej wodą sali balowej, widz nie zrobi tego za nich. „Reminiscencja” to chaotyczny twór o zmarnowanym potencjale.
Maddie Pawłowska
Miłośniczka historii wszelkiej maści i faktury. Tak zabawna, że śmieje się ze swoich żartów najgłośniej. Ma tatuaż Slytherina na pół uda i tyle pieniędzy wydaje na książki, że nie stać jej już na narkotyki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu