A gdyby tak niebieski stał się kolorem międzynarodowym? „Nowa Ewa. Początek” – recenzja książki

-

Kiedy zastanawiasz się czy pisarze wymyślili już wszystko, nagle dostajesz coś nowego. Powieść może może zawierać znane motywy czy wątki, ale całość to coś nowatorskiego. Myślę, że wszystkich interesuje, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Czy za 30 lat rzeczywiście życie na Ziemi zniknie? Wiele na to wskazuje: ciągle zmieniające się pory roku, wariująca temperatura, lato niczym na Florydzie…

Oczywistym krokiem jest próba ratowania ludzkości, tylko czy naukowcy poradzą sobie z takim zadaniem? I wtedy do pomocy ruszają pisarze! Niektóre z ich koncepcji opierają się na nauce, a inne na szczęściu. Metoda twórców Nowej Ewy jest połączeniem tych dwóch, a wszystko zaczęło się od nadprogramowej liczby niebieskich kocyków.

Początki są trudne

Wielu dziewczynkom od najmłodszych lat mówi się, że są wyjątkowe. Rodzice napędzają jej poczucie własnej wartości, budują wiarę w możliwość osiągnięcia wyższych celów. Ewa jest inna, wyjątkowa i niezastąpiona – to jedyna dziewczyna na świecie. Nastolatka, która ma zmienić przyszłość samym swoim istnieniem. Od pięćdziesięciu lat nie urodziła się żadna inna dziewczynka. Społeczność zdominowali chłopcy, a przetrwanie ludzkości stanęło pod znakiem zapytania. Najlepsi naukowcy próbowali już wszystkiego i ponieśli klęskę, aż pewnego dnia stał się cud i pojawiła się ona. Jest ostatnią nadzieją, a jej przeszłość została przesądzona. Każdy dzień ma harmonogram, dziewczyna nigdy nie zostaje sama. Opiekunowie przygotowują ją do dnia szesnastych urodzin, kiedy będzie musiała wybrać mężczyznę, z którym poprowadzi ludzi ku lepszemu jutru. Z trzech kandydatów wybierze jednego. Ewa usilnie w to wierzy, do czasu, aż poznaje Brama i nagle wszystko się zmienia. Nad uczuciami trudno zapanować, a kiedy serce przejmuje dowodzenie, rozum przestaje sprawować kontrolę. Czy Ewa podejmie właściwą decyzję i uratuje świat? Czy Bram będzie jej wybrankiem? Jak potoczą się losy ludzkości?

Nowa Ewa = lepszy świat?

Kiedy nie wiadomo, od czego zacząć, to najlepiej od początku. Tytuł powieści małżeństwa Fletcherów jest bardzo trafny, a to naprawdę rzadkie w literaturze. Nie ma nic bardziej denerwującego niż niepasująca do tytułu treść. Coś na zasadzie teledysku, który nie odnosi się do tekstu piosenki. Tytuł można tłumaczyć na wiele sposobów. Nawiązuje do Biblii, ponieważ imię głównej bohaterki jest symbolem odrodzenia, lepszego jutra oraz nowego świata. Dziewczyna ma być światełkiem w tunelu dla całej ludzkości – czymś dającym nadzieję. Z drugiej strony jest także spoilerem, który zdradza bardzo dużo, ale zrozumiemy to dopiero w trakcie czytania książki.

Na tle innych tytułów Nową Ewę wyróżnia pomysł, ale również poprowadzenie fabuły. Powieść można określić jako połączenie postapo, z dystopią i lekkim science fiction. Akcja rozgrywa się w Wielkiej Brytanii i tylko domyślamy się, że przedstawiona sytuacja ma tez miejsce na całym świecie. Ziemia znalazła się pod wodą na skutek bardzo obfitych deszczy. Przetrwały najwyższe budynki, pasma górskie oraz oczywiście ludzie, choć ich liczba znacząco spadła. Powstał między nimi podział na tych, którzy są uprzywilejowani, należą do specjalnej jednostki i dbają o  przetrwanie gatunku. Z drugiej strony mamy opozycję przebywającą poza ścianami wielkich budowli, którzy żyją w Centralu oraz kombinują jak wyrwać Ewę z rąk jej opiekunów.


Poznajcie naszą historię

Jak na pierwszy tom przystało, można dostrzec wyraźne etapy rozwoju fabuły. Na początku dowiadujemy się, kim jest młoda bohaterka, co robi, jaki ma charakter. Właśnie tutaj przedstawiono nieliczne informacje o jednostce specjalnej, nowej rzeczywistości, Matkach, działaniach naukowców oraz rodzicach Ewy. Ostatni wątek jest intrygujący i na pewno będzie rozwinięty w następnych częściach. Później następuje wyraźne przyspieszenie akcji. Nie ma już czasu na długie opisy czy wyjaśnienia. Zmienia się również przedstawiany krajobraz i czytelnik ma szansę choć trochę zobaczyć życie poza wieżą. Przyznaje, że druga część książki podobała mi się bardziej, choć zakończenie wcale nie zaskoczyło, nad czym bardzo ubolewam. Liczę jednak na ciekawe poprowadzenie rozpoczętych wątków w drugim tomie.

Miłość rośnie wokół nas

Jednym z najważniejszych wątków jest uczucie rodzące się między Ewą i Bramem. Mam wrażenie, że autorzy próbowali wykreować relację na miarę internetowych znajomości, wszak dziewczyna zna chłopaka pod zupełnie inną postacią – hologramu Holly, jej najlepszej przyjaciółki. Ewa jest bystra i nie daje się nabrać na sztuczki rządzących. Coraz mocniej czuje przywiązanie do konkretnej wersji Holly. Ich relacja jest silna oraz opiera się tylko na wieloletnich spotkaniach on-line, które silnie ich ze sobą wiążą. Kilka nieoczekiwanych sytuacji sprawia, że znajomość nabiera tempa i wszystko się zmienia. Może to wszystko jest trochę naciągane, ale trzeba brać pod uwagę, że opisana rzeczywistość jest czymś nowym, a co za tym idzie – nikt nie wie co się może dziać.

Kiedy zbierają się chmury

Oczywiście nie obyło się bez minusów. Wyraźnie rzuca się w oczy brak konkretnego tła historycznego. Czytelnik dostaje tylko szczątkowe informacje o tym, co się działo przed rozpoczęciem akcji powieści. Dlaczego doszło do takich zmian?. Nie wiadomo co, gdzie, kiedy, dlaczego. Twórcy wykorzystali motyw klęski żywiołowej, ale jest on mało przekonujący. Zabrakło mi też bliższego przedstawienia obecnego stanu rzeczy – choćby tego, na jakich zasadach działa nowe miasto. Dostaje się fakty dotyczących życia Ewy i kilku osób, ale nie całego społeczeństwa. Nie ma też informacji jak zmiany pogodowe wpłynęły na rytm dobowy.

Nie zżyłam się z żadnym bohaterem, mimo wielkich chęci. Po prostu nie potrafiłam, ze względu na ich sztampowe oraz dość przewidywalne charaktery. Każdy dostał określone cechy i nie było mowy o jakimś rozwoju albo odkryciu czegoś nowego. Zabrakło mi dorastania, przemian pod wpływem przeżytych sytuacji oraz elementu zaskoczenia, tak ważnego w pozycji skierowanej do młodzieży.

Jeden z wątków szczególnie zwrócił moją uwagę. Jako istota dość buntownicza nie mogłam pogodzić się z  sytuacją Ewy. Zamknięta, odizolowana, czekająca na wykonanie zadania. Przecież tak być nie może! Najgorsze chyba były kłamstwa, które słyszała od Matki Vivian (knujący doktor Wells nie był lepszy). Główna bohaterka jest na tyle inteligentna, że nie trzeba jej mamić oraz oszukiwać, da radę ogarnąć prawdę. Rozumiem, że to sposób na przetrwanie ludzkości, ale czy całkowita izolacja od rówieśników płci męskiej to najlepsze wyjście? Wydaje mi się, że właśnie ta separacja wywołuje czasem dziecięcy bunt Ewy, który jest po prostu śmieszny. Jakby na  miejsce inteligentnej dziewczyny podstawili rozkapryszoną ośmiolatkę. Z drugiej strony  kreowanie Vivian i Wellsa na potwory mija się trochę z celem. Może sposoby ich postępowania są drastyczne, ale tak naprawdę próbują uratować ludzkość. Czasem radykalne działania okazują się najlepsze. Coś mi tu nie pasuje i czuję, że więcej wyjaśnień pojawi się w następnych tomach.

A na finiszu…

Ostatecznie polecam Nową Ewę, ponieważ mimo pewnych wad to dobra książka. Podoba mi się przedstawienie współzależności mężczyzn i kobiety. Tego, że bez siebie nie przetrwamy. Pozycja jest oryginalna, nie wpasowuje się w konkretne ramy oraz zdecydowanie wciąga. To według mnie jedna z lepszych książek młodzieżowych wydanych w Polsce ostatnimi czasy. Liczę na więcej w kolejnych tomach.

 

Tytuł: Nowa Ewa. Początek

Autor: Giovanni Fletcher, Tom Fletcher

Liczba stron: 496

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

ISBN: 9788381166621

 

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Nowa Ewa. Początek to pierwszy tom, który rozpoczyna bardzo oryginalną trylogię. Wątki prowadzone są niesztampowo, pomysł jest interesujący, zaś autorski duet skutecznie podsyca ciekawość czytelnika.
Katarzyna Gnacikowska
Rodowita łodzianka. Z papierków wynika, że magister inżynier po Politechnice Łódzkiej, jednak z zawodem nie mogą się znaleźć. Wolny duch szukający swojego miejsca na ziemi, Wielka fanka seriali maści wszelakiej, szczególnie Supernatural, Teen Wolf, American Horror Story, ale nie ma co się ograniczać. Książkoholiczka (nie dla obyczajówek i historycznych!) pierwszej wody, która prawdopodobnie umrze przygnieciona swoimi "małymi" zbiorami. Lubi się śmiać, czytać i spędzać miło czas. Nie lubi chamstwa, hipokryzji i beznadziejnych ludzi. Dobra znajoma Deadpoola i Doktora Strange.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu