Weź głęboki wdech! „Toń” – recenzja książki

Są takie historie, po które sięgasz i już po kilku stronach wiesz, że będą one czymś niezwykłym. Według blurba książki Toń, (…) dobre powieści zaczynają się od morderstwa, a później napięcie tylko rośnie – z czym zdecydowanie się zgadzam. Do tej pory miałam okazję zapoznać się jedynie z Dożywociem i Nomen omen, ale po tych dwóch tytułach zaczęłam uważniej śledzić twórczość tej pisarki. Uwielbiam humor, który ałtorka[1] serwuje nam w niezliczonych porcjach, i bohaterów będących najjaśniejszym punktem snutej opowieści. Tym razem Kisiel sięgnęła po nieco poważniejszą tematykę – nie znajdziecie tutaj rozkosznych aniołków w bamboszkach, tylko szarą rzeczywistość wrocławskiego przedsionka.
Tajemnice rodziny Stern

Nigdy nie wpuszczać nikogo za próg domu, nigdy nie zostawiać pustego mieszkania, nigdy nie wspominać, co się stało z… pewną parą – oto zasady, jakimi kieruje się rodzina Stern, w której skład wchodzą trzy kobiety: żywiołowa Dżusi, pedantyczna Eleonora i nieco upiorna ciocia Klara. Cały ambaras zaczyna się w momencie, gdy pierwsza z nich wraca do Wrocławia, aby pod nieobecność najstarszej z rodu, wspomóc siostrę i zaopiekować się parszywym Kotem. I oczywiście zaraz po przekroczeniu progu jakże urokliwego mieszkanka dziewczyna popełnia kardynalny błąd, co doprowadza do serii niefortunnych wydarzeń. Żeby nie zdradzić zbyt wiele, dodam jedynie, że szczególną rolę odgrywa tutaj przeszłość, która może wciągnąć nieostrożnych podróżników i pozostawić ich na pastwę losu.

Ja pamiętam! Nie zapomniałam! Pamiętam![2]

Z początku pomysł z cofaniem się w czasie wydał mi się nieco sztampowy. Ot, kolejna powieść, gdzie bohaterowie trafiają do przeszłości i są zmuszeni obserwować nieuchronny bieg wydarzeń. Jednak w tej książce nic nie dzieje się bez przyczyny, a podróże do ubiegłych lat stają się jedynie pretekstem do uknucia większej intrygi. Zwłaszcza kiedy przez nie życie tracą kolejne osoby. I to właśnie pierwszy trup, który pojawia się już w prologu, przykuwa uwagę czytelnika do tego stopnia, że chcemy od razu dowiedzieć się, kto stoi za tak brutalnym morderstwem. Ale na to musimy (niestety!) cierpliwie poczekać do samego końca powieści. Oryginalnym konceptem okazało się porównanie motywu podróży w czasie z metaforą rzeki. Sam powrót do rzeczywistości okazuje się trudny i tylko osoba obdarzona szczególnym darem może go dokonać.

Marta Kisiel napisała kolejną książkę urban fantasy, a jak wiadomo, jest to trudny gatunek. Zwłaszcza jeżeli dotąd tworzyło się lekkie powieści, a nagle zdecydowano się na nieco poważniejszy temat. Ale ałtorce to się udało i widać, że porządnie przygotowała się do pracy. Zapoznała się z faktami historycznymi dotyczącymi Wrocławia, zwłaszcza z okresu drugiej wojny światowej, nim jeszcze miasto zostało zbombardowane przez aliantów. Malownicze kamienice, rozkład miasta, a nawet śnieg grubą warstwą pokrywający ulice… Dzięki zwykłym, surowym i prostym opisom byłam w stanie zobaczyć świat otaczający książkowych bohaterów. Kisiel znakomicie porównała również ówczesny Wrocław z tym z czterdziestego piątego roku – widać wyraźnie, że wojna odcisnęła piętno zarówno na samym mieście, jak i jego mieszkańcach. Dzięki użyciu bogactwa językowego, z którego znana jest pisarka, i umiejętności odpowiedniego wykorzystania epitetów, porównań, licznych metafor oraz innych ozdobników powstała naprawdę intrygująca powieść z morderstwem w tle.

Nie od dziś wiadomo, że ałtorka ma talent do kreowania barwnych i ciekawych postaci. Zaczynając od ekscentrycznej Dżusi, która nie da sobie w kaszę dmuchać, poprzez zamkniętą w sobie i poukładaną Eleonorę, na całkowicie dominującej Klarze kończąc. Wszystkie trzy panny Stern nie są do siebie podobne, ani z wyglądu, ani z charakteru. I być może dlatego mają odmienne poglądy na różne tematy (zwłaszcza mieszkaniowe). Kisiel wspaniale kreuje osobowości swoich bohaterów, umiejętnie splata ich losy i komplikuje ich wzajemne relacje, zmuszając do wewnętrznej walki i trudnych wyborów. Każda osoba w książce dokłada cegiełkę do rozgrywających się wydarzeń. Ałtorka nie pominęła żadnej postaci i nawet dość nijaki Gerd wyróżnia się na tle swojego tajemniczego, mrocznego towarzysza Ramzesa. A skoro o nim mowa, to jest dopiero kawał drania, jakby to ujęła Dżusi, jednak nieco mocniejszymi słowami.

Toń, czytelniku!

Przyznam szczerze, że z początku spodziewałam się lekkiego kryminału z elementami fantastycznymi, a dostałam powieść z nutką grozy, szczyptą mrocznej tajemnicy oraz zapachem niezapomnianej przygody. Toń okazała się wartościową lekturą, niosącą ze sobą wiele przesłań: opowiada o skłóconej rodzinie, w której nawarstwiające się żale i pretensje doprowadzają do zerwania kontaktów, a liczne tajemnice wpływają na podejmowane decyzje – nader często te złe. Jeżeli więc jeszcze zastanawiacie się nad tym, czy sięgnąć po tę książkę, to odpowiedź brzmi: tak. Pod piękną oprawą (wielkie ukłony dla wydawnictwa za okładkę) kryje się niesamowita historia, która wciąga czytelnika niczym wodny wir i nie chce puścić aż do poznania ostatniej strony, a potem jeszcze długo pozostaje w świadomości. Weźcie głęboki wdech i zanurzcie się w lekturze.

[1] To nie jest błąd, sama Marta Kisiel tak o sobie mówi.

[2] Cytat z książki

Agnieszka Michalska

Agnieszka Michalska

Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Komentarze

  • Monika Doerre
    15 maja 2018 at 09:37
    Permalink

    Na WTK to jest ta pozycja, którą zdobędę jako pierwszą:D

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.