Stan czytelnictwa w Polsce

Za każdym razem, gdy pojawiają się wyniki badań dotyczących czytelnictwa, wszyscy zwracają uwagę na jedną kwestię. Wygląda na to, że interesuje nas wyłącznie informacja, jaki procent Polaków przeczytało w danym roku więcej niż jedną książkę. Moim zdaniem powinniśmy zwrócić uwagę na coś zupełnie innego…
Na co komu statystyki?

Przede wszystkim rzuca mi się w oczy fakt, iż ostateczny raport przedstawiający czytelnictwo w Polsce w roku 2016 miał sto dziewiętnaście stron, zaś ten opisujący rok 2017, choć jest jedynie sprawozdaniem wstępnym (pełny zostanie opublikowany w maju), jedynie dziesięć. Zatem wyraźnie widoczne jest przyłożenie przez Bibliotekę Narodową mniejszej wagi (i zapewne funduszy) do kolejnych zestawień. Odbieram ten fakt negatywnie, ponieważ najważniejsza instytucja w kraju zajmująca się czytelnictwem powinna niezmiennie reprezentować wysoki poziom zaangażowania. Dysproporcje w szczegółowości danych mogą zostać przez niektórych odebrane jako swojego rodzaju poddanie się. No bo po co się starać, skoro czytelników coraz mniej, a i tak nikt nie przyswaja tekstów dłuższych niż cztery strony (tylko ja od razu myślę o Donaldzie Trumpie?).

Owszem, większość ludzi, tak jak pisałam powyżej, interesuje wyłącznie informacja, ilu Polaków przeczytało co najmniej jedną książkę w danym roku. Uważam, że przeciętnemu odbiorcy danych statystycznych to wystarczy. Jednak szczegółowe wiadomości, dotyczące struktury wiekowej, najpopularniejszych gatunków czy tytułów są przecież niezwykle istotne dla inicjatyw promujących czytelnictwo! No bo skąd wydawnictwa czy nauczyciele mają wiedzieć, co w danym momencie jest popularne i w którym kierunku warto się rozwijać, jak nie z raportu Biblioteki Narodowej?! Oczywiście mądre głowy pewnie zaraz powiedzą, że wystarczy odpalić Internet, przejrzeć blogi i booktube’a. Jednak nie tędy droga. Państwowa instytucja powinna świecić przykładem, być wzorem, a nie iść na łatwiznę, bo przecież i tak nikt nie przeczyta raportu. Idąc tym tokiem myślenia, powinniśmy dać sobie spokój z popularyzowaniem czytania.

Kto i ile? – czy jeden procent to dużo?

Ponieważ raporty za rok 2016 i 2017 bardzo się od siebie różnią pod względem strukturalnym, porównać do siebie możemy jedynie kilka danych, co przekłada się przecież na niską jakość wyników badań. W końcu im więcej danych, tym bardziej rzetelne rezultaty! Dodatkowo, raport za rok 2017 to właściwie same wykresy, które powinny być skomentowane! Wyraźnie zatem widać tendencję podążania za trendem głoszącym, iż współczesny odbiorca lepiej rozumie obrazki niż tekst. Przejdźmy jednak do sedna akapitu i porównajmy dane.

Powyższe wykresy przedstawiają podstawową różnicę między rokiem 2016 a 2017. Otóż w poprzednim raporcie sporządzono porównanie do lat poprzednich, zaś najnowsze zestawienie przedstawia wyłącznie informacje z badanego okresu. No ale oczywiście wszyscy skupiają się tylko na tym, że wynik poprawił się tylko o jeden procent.

A skoro już o poprawie mowa. Uważacie, że to dużo czy mało? Wydawać by się mogło, że niewiele, ale przecież jak się człowiek zastanowi, ile to jest faktycznie ludzi, to od razu robi się lepiej, prawda?

Tendencja wzrostowa – bo przecież ewidentnie mamy z nią do czynienia – wyraźnie pokazuje, że potrzebujemy inicjatyw propagujących czytelnictwo. Aczkolwiek należy podkreślić, że programy te powinny być nastawione na nieczytających, a nie tych, co już czytają.

Czy możemy się przyczynić do rozwoju czytelnictwa w Polsce?

Uważam, że każdy z nas powinien zrobić rachunek sumienia i przemyśleć, czy w poprzednim roku polecił – a może nawet pożyczył lub sprezentował – komuś jakąś książkę. A może jesteście już rodzicami i czytacie bajki swoim pociechom? Dzieci, rozwijając się, naśladują osoby z najbliższego otoczenia, zatem jeśli widzą dorosłych z książką w ręku, prawdopodobnie same w przyszłości po nią sięgną. Nie sztuką jest zmuszać naszych milusińskich do zapoznania się z lekturami szkolnymi. Aby realnie wpłynąć na rozwój czytelnictwa w Polsce, powinniśmy czytać naszym latoroślom, kuzynom czy maluchom, którymi się akurat zajmujemy. No i, moi kochani, pamiętajcie, książka to najlepszy prezent!!

Wiktoria Mierzwińska

Wiktoria Mierzwińska

Crazy dog lady zakochana w Batmanie. Czyta dużo, nałogowo ogląda seriale i nie może żyć bez herbaty, czekolady i żółtego sera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.