Renesans tragedii antycznej w nowożytnej kinematografii. „Zabicie świętego jelenia” – recenzja filmu

Po Yorgosie Lanthimosie można się spodziewać dobrego, psychologicznego widowiska, w którym metaforyka miesza się z surowym realizmem, a działania bohaterów cechuje ironia tragiczna. Niekonwencjonalny artysta, posiadający na swoim koncie kilka nominacji do Oscara, potrafi w wyrafinowany sposób przełamywać tradycyjne standardy oraz wywoływać u widzów skrajne emocje. Jego najnowsze dzieło zostało docenione na festiwalu w Cannes, zdobywając sporo ważnych nagród.

Zabicie świętego jelenia można uznać za renesans tragedii antycznej w nowożytnej kinematografii. Już sam tytuł stanowi wariację na temat utworu Eurypidesa Ifigenia w Aulidzie. Wskazuje na to nie tylko kompozycja produkcji, ale także poruszane wątki i charakterystyka bohaterów. Cały obraz ciężko jednak zakwalifikować do jednego gatunku, gdyż sprytnie wyłamuje się z kanonu, dzięki kolażowi dramatu, thrillera i horroru. Takie połączenie sprawia, iż film wywołuje ambiwalentne odczucia. Zaś specyficzna narracja oraz naszpikowane pedanterią sceny, w pełni oddają eskalację  rozpadu idyllicznego żywota protagonistów.

Kadr z filmu „Zabicie świętego jelenia”
Platoniczna miłość

Już w pierwszych ujęciach da się wyczuć napięcie w relacji pomiędzy uznanym w dziedzinie medycyny kardiochirurgiem (Colin Farrell) a egzystującym w poczuciu samotności po stracie ojca chłopcem imieniem Martin (Barry Keoghan). Domyślamy się też, że za tą współzależnością kryje się mroczna tajemnica z przeszłości. W momencie, gdy neurotyczny nastolatek zaczyna żywić przesadne zainteresowanie osobą lekarza, zostaje odtrącony, w wyniku czego wciąga go w psychologiczną grę, w której starszy bohater zmuszony jest podjąć feralną w skutkach decyzję, by odkupić swoje grzechy.

Kadr z filmu „Zabicie świętego jelenia”
Wizja człowieka zdehumanizowanego

Lanthimos znany jest ze swojej nietuzinkowej wiwisekcji ludzkiej natury. Dokonana przez niego demistyfikacja obnaża ją z etycznej utopii. W jego dramacie zachowaniami bohaterów kierują pierwotne instynkty, a podejmowane przez nich decyzje cechuje podwójna moralność. Więzi uczuciowe odznaczają się relatywizmem, reakcje nadmierną afektacją, komunikacja pozbawiona zostaje wrażliwości. Tak ukontentowana wizja człowieka zdehumanizowanego potęguje przekaz oraz nadaje historii bohaterów, którzy swoimi czynami nie do końca zaskarbiają sobie naszą sympatię, fatalistyczny wydźwięk.

Po linii najmniejszego oporu

Poprzez liczne nawiązania do antycznych dramatów i przypowieści biblijnych poznajemy  rzeczywistość, w której dominujące uczucie grozy łączy się niekiedy z absurdem. Można odnieść wrażenie, iż momentami fabuła idzie w kierunku brutalnej tragikomedii z elementami psychologicznego dreszczowca. Efekt finalny zostaje jednak mocno spłycony w wyniku zbyt szybkiego odkrycia kart oraz skrupulatnego wypunktowania motywów, co stanowi antytezę ugruntowanej dotąd konwencji reżysera. Rezygnacja z budowania fabuły wokół ukrytych sensów i znaczeń nieco rozładowuje napięcia poznawcze, przekierowując uwagę widzów na zasadnicze wątki rozpadu rodzinnej harmonii, odwetu czy poszukiwania sprawiedliwości. Część odbiorców może z tego powodu odczuwać spory niedosyt, oczekując, że obraz będzie kolejnym wyzwaniem interpretacyjnym.

Kadr z filmu „Zabicie świętego jelenia”
Muzyka przewodnikiem

Nieodzownym elementem zgrabnie komponującym się z wątkami fabularnymi jest muzyka sakralna pojawiająca się w momentach, w których napięcie sięga zenitu. Staje się ona także przewodnikiem, oprowadzającym nas po niezbadanych ścieżkach umysłu bohaterów. Sygnalizuje nam wzrost tempa akcji i powagę sytuacji. Świetnie integruje się z poszczególnymi ujęciami, pozwalając w pełni wczuć się w położenie protagonistów, stojących w obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca.

Techniczny majstersztyk

Nie bez znaczenia pozostaje w tej konfiguracji rola operatora kamery. Zmienność planów oraz zręczna manipulacja kątów widzenia, przeplatanie ze sobą zbliżeń z ujęciami w oddali – to wszystko pozwala na śledzenie historii bohaterów z różnych perspektyw. Stosowanie rozmaitych formatów kadrów w zależności od poszczególnych scen świadczy o wysokich umiejętnościach technicznych twórców. Reżyser ze wszystkich stron stara się, aby jego dzieło, mimo obdartej z efektu zaskoczenia sekwencji zdarzeń, było dopracowane w najmniejszych szczegółach.

 

 

Tytuł oryginalny:  The Killing of a Sacred Deer

Reżyseria: Yorgos Lanthimos

Rok powstania: 2017

Czas trwania: 2 godziny 1 minuta

 

 


Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości

Marcin Panuś

Marcin Panuś

Zafascynowany horrorem od najmłodszych lat. Twierdzi, że pierwszy film grozy obejrzał już w wieku sześciu lat. Wierny fan Freddy’ego Kruegera. Od postmodernistycznego kina woli stare dobre produkcje klasy B. Typ aktywisty i sportowca, z milionem pomysłów na siebie. Ceni sobie szczerość i otwartość u ludzi oraz bliższe relacje z innymi. Stawia na samorealizację poprzez zainteresowania i pasje. Może kariery badmintonisty nie zrobi, ale ma zadatki by być dobrym pedagogiem. W wolnym czasie lubi zagłębiać się w poezji. Wciąż podtrzymuje obietnicę, że kiedyś wyda swój skromny tomik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.