Opadają kwiaty wiśni. „Wyspa Psów” – recenzja filmu

Każdy, kto widział zwiastun Wyspy Psów, mógł ją skojarzyć z Małym Księciem czy historią opowiedzianą w książce pod tytułem Pax. Wszak lisy i psy to najlepsi przyjaciele człowieka. Urzec mogła metoda poklatkowa, która w dziele Wesa Andersona prezentowała się świetnie, oraz wzruszająca opowieść. Nowy film reżysera od niedawna jest dostępny w kinach, przez co istnieje możliwość potwierdzenia swych przypuszczeń oraz przekonania się, czy animacja faktycznie spełnia oczekiwania widza.
Po otwarciu klatki…

Niedaleka przyszłość, w mieście Megasaki nastały ciężkie czasy dla czworonogów. Psi wirus rozprzestrzenia się wśród najlepszych przyjaciół człowieka, w końcu przenosząc się także na ludzi, przez co burmistrz, Kobayashi, postanawia deportować te zwierzęta na Wyspę Śmieci, począwszy od psa-ochroniarza wabiącego się Spots. Psiak jest opiekunem siostrzeńca burmistrza o imieniu Atari. Chłopiec nie może pogodzić się ze stratą przyjaciela i po pewnym czasie postanawia go odnaleźć i uratować.

Najpiękniejsze wysypisko śmieci, jakie w życiu widziałem…

Dzieło Wesa Andersona zdecydowanie należy do tych cieszących oko. Po obejrzeniu w sieci filmu przedstawiającego pracę artystów nad pacynkami, każdy uświadomi sobie ogrom wysiłku włożonego w Wyspę Psów. Taka masa poświęconego czasu, mnóstwo wykorzystanego talentu i cierpliwości zasługują na uznanie. Skupiono się nie tylko na postaciach, ale również na scenerii. Krajobrazy zapierają dech w piersi i idealnie oddają widoki wysypiska śmieci, miasta czy też rejonów zniszczonych przez siły natury. Efekty działań artystów zasługują na gromkie brawa, ponieważ film prezentuje się fenomenalnie. Mimika, gestykulacja, jak i ruch postaci bardzo dobrze obrazują ich emocje, współgrając z podkładanym głosem. Jest to ogromnie istotne, gdyż reżyser postanowił umiejscowić fabułę w japońskim mieście, pozostawiając dialogi czy napisy w tym języku. Jedynie czworonogi mówią po angielsku. Dlatego też odbiór przekazu musiał być możliwy w każdym momencie.

Kadr z filmu „Wyspa Psów”

Autor obrazu sięgnął po ciekawy zabieg skierowany do widzów nie znających mowy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Otóż wszelkie japońskie wypowiedzi były tłumaczone poprzez przypadkowe osoby. Czy to podczas transmisji prowadzonej przez anglojęzyczną reporterkę, czy też przez uczennicę z wymiany zagranicznej. Taki zabieg nie tylko ułatwia odbiór, ale też wywołuje uśmiech, gdyż wszystko jest jasne, mimo iż przez chwilę nie rozumie się ani słowa. Ma to też silny wpływ na klimat dzieła. Całość zaczyna się od baśni-legendy mówiącej o walce z psami, zaprezentowanej w stylu starodawnych japońskich malowideł. Później atmosfera ani trochę nie odbiega od początkowej sceny, choć całość dzieje się w niedalekiej przyszłości.

Prawdy wyszczekane…

Forma animacji, jak i to, że scenariusz oscyluje głównie wokół przyjaźni mogą sprawić, że rodzice postanowią wybrać się do kina razem z dziećmi, jednak należy to do złych pomysłów. Film jak najbardziej przekazuje różne wartości, ale jest w nim sporo przemocy, brutalnych obrazów oraz nienawiści. Oczywiście nie należy porównywać go do horrorów, lecz młody widz może mieć problem z odbiorem scen, w których wygłodniałe psy walczą o ochłapy jedzenia. Latorośl raczej nie rozbawi narzekanie, że Chief nigdy nie spodoba się sukom w rui. Scenarzysta zdecydowanie chciał stworzyć smutny obraz, przedstawiający ludzkie cechy i poglądy: rasizm, rządzę władzy czy brak skrupułów. Mimo poważnego wydźwięku, znaleziono tu mnóstwo miejsca na sceny humorystyczne. W filmie gorycz przeplata się z komedią, a wszystko idealnie wyważono. Po wyjściu z kina łatwo wpaść w zadumę, lecz ma też się uczucie świetnie spędzonego czasu. Powyżej wymieniony przykład z rują może wydać się drastyczny i perfidny, jednak należy pamiętać, iż większość fabuły dzieje się w psim świecie, a dla czworonogów „suka” nie jest obraźliwym określeniem. Podczas misji ratunkowej Atari trafia na grupę zaprzyjaźnionych zwierząt, do której należą: Chief, Rex, King, Boss oraz Duke. Każda z postaci ma swój unikalny charakter, świetnie zarysowany za pomocą scenariusza, również dzięki dubbingującym ich aktorom. Bryan Cranston wspaniale przypomina, że jest bezdomny i gryzie. Głos Scarlett Johansson pasuje do wypielęgnowanej suczki.

Kadr z filmu „Wyspa Psów”
Nie tylko szczekanie…

Całość uzupełnia muzyka, za którą odpowiada Alexandre Desplat. Oddaje ona klimat Japonii oraz współgra z przedstawianymi scenami. Trzeba przyznać, że na ekranie bezustannie coś się dzieje. Fabuła nie pędzi na łeb na szyję, lecz płynie bezustannie. Czasem nurt jest spokojny, innymi rwący i porywisty. Nie ma szans na pogubienie się lub nienadążanie.

Zawitać do Megasaki?

Wyspa Psów jest dziełem, które powinien zobaczyć każdy, nie bez powodu Wes Anderson otrzymał nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia. Zdecydowanie reżyser zasłużył na więcej odznaczeń. Zwiastuny filmu zapowiadały historię pełną przyjaźni, walki dobra ze złem, jak i chwil mogących wywołać łzy, ale nie oddały tego w pełni, ponieważ dzieło ma znacznie mocniejszy wydźwięk. W kinie można wybuchnąć śmiechem, jak i zadumać się, zatonąć w refleksji. Tytuł śmiało można nazwać Małym Księciem dla starszych odbiorców.

 

 

 

 

Tytuł oryginalny:  Isle of dogs

Reżyseria: Wes Anderson

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 41 minut

 

Artur Sobala

Artur Sobala

Miłośnik dwuznaczności, cytatów, patosu i śmieszkowania. Eskapizm i fantastyka świetnie się uzupełniają, tworząc światy, w których doskonale się czuje. Ma więcej pomysłów, niż zapału, by je zrealizować. Zmienia zdanie częściej niż Kylo Ren.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.