Nie daj się zabić maszynom! „Osobliwość” – recenzja filmu

Proces tworzenia sztucznej inteligencji może być porównywany do zabawy zapałkami w chwili, gdy siedzi się na beczce prochu. Przynajmniej takie wnioski nasuwają się po obejrzeniu tych wszystkich produkcji, które sięgają po motyw AI. Niejednokrotnie okazuje się bowiem, że obdarzone inteligencją maszyny odwracają się przeciw swoim twórcom i podejmują próbę unicestwienia ludzkości.
Nie inaczej jest tym razem

Niedaleka przyszłość. Roboty towarzyszą nam już na każdym kroku. Okazuje się jednak, że nie wykorzystujemy ich jedynie w celach pokojowych (jak pomoc w domu) – dość szybko znajdujemy dla nich zastosowanie podczas walki, robiąc z nich użytek na wojennym froncie. Nic więc dziwnego, że w chwili, gdy największa na świecie firma komputerowa uruchamia Kronosa – superinteligentny komputer,  mający zaprowadzić na planecie ład i porządek – ten dochodzi do wniosku, że to właśnie ludzie stanowią zagrożenie dla pokoju. W wyniku tych obserwacji uruchamia procedurę bezwzględnej eliminacji ludzkości – w kilka minut wybija prawie wszystkich. Przeżywa tylko garstka ocalałych, zaś sto lat później ich potomkowie wciąż uciekają przed maszynami.

Kadr z filmu „Osobliwość”

Część z ocalałych wierzy w istnienie legendarnej Aurory – jednego z ostatnich miejsc, gdzie ludzie wciąż żyją spokojnie. Jedną z wierzących jest Calia, nastolatka poszukująca tego raju na Ziemi oraz swoich bliskich, z którymi z pewnych powodów musiała się rozdzielić. Dziewczyna spotyka na swojej drodze Andrew, odrobinę dziwny chłopak staje się jej towarzyszem podróży, nie raz sprowadzając na nią kłopoty. Nie zdradzę wiele z fabuły, jeśli napiszę, że nastolatek szybko okazuje się być tylko po części człowiekiem. To robot stworzony po to, by zaprzyjaźnić się z ludźmi, zdobyć informację o położeniu Aurory, a potem ich zdradzić.

Człowiek i maszyna

Fabuła Osobliwości jest… osobliwa. Nie ma w niej za grosz sensu. Kiedy dziewczyna dowiaduje się, że jej towarzysz jest istotą, przed którą od zawsze uciekała, porzuca go i odchodzi. Szybko jednak ich drogi ponownie się krzyżują, a ona postanawia wyciągnąć go z tarapatów i uratować mu życie, by na zakończenie przygody powiedzieć mu z przekonaniem, iż „nie dba o to, że jest maszyną”. Poważnie? Przez cały film podkreśla się, że roboty wybijają ludzkość, a chłopak nie dał jej praktycznie żadnych powodów, by uważała go za „dobrego i czystego”, a ona postanawia zabrać go do miejsca będącego ostatnią ostoją ludzi?

Kadr z filmu „Osobliwość”

Nie mówiąc już o tym, że w wypowiedziach Andrew pojawiają się pewne nieścisłości, które powinny zwrócić uwagę kogoś, komu całe życie grozi niebezpieczeństwo. Zwłaszcza że to świat, gdzie samotnej dziewczynie zagrażają nie tylko roboty, ale też ludzie gotowi ją zabić, zgwałcić lub ograbić (kolejność czynności całkowicie przypadkowa). Główna bohaterka jest więc albo niesamowicie naiwna i głupia, albo ma silne pragnienie śmierci. Gdyby chodziło o tę drugą możliwość, to byłabym skłonna przymknąć oko, jednak Calia to podręcznikowy przykład istoty, którą tylko przymus narracyjny chroni przed nagłym i bolesnym zgonem, bo na pewno po jej stronie nie stoi logika.

Odgrzewany kotlet

Osobliwość nie oferuje nam nic godnego uwagi – bunt obdarzonych sztuczną inteligencją maszyn i eksterminację ludzkości przerabialiśmy już w setkach produkcji, na tyle sposobów, ile tylko może przyjść nam do głowy. Najgorsze jest jednak to, że nikt nie przyłożył się do tego, by film ubrać chociaż w minimalnie atrakcyjną formę – gra aktorska praktycznie nie istnieje i trudno mi stwierdzić, czy winić za to młodych aktorów, czy praktycznie nienapisane postacie. Biorąc pod uwagę fakt, że również starsze i mające więcej doświadczenia pokolenie gwiazd ekranu nie wzbija się na wyżyny swoich umiejętności, skłaniam się raczej ku drugiej opcji – z pustego w końcu i Salomon nie naleje.

Zakończenie również nie zaskakuje, jeśli zwróci się uwagę na informacje podawane w pewnym momencie filmu, w efekcie umiejscowienie Aurory okazuje się wręcz oczywiste, tak samo jak ostateczny wygląd relacji między Calią i Andrew. Również efekty specjalne są średnie i, szczerze mówiąc, nie porywają. Wartości produkcji nie podnosi zatem ani fabuła, ani jakiekolwiek podanie jej w atrakcyjny wizualnie sposób. Pewnym, bardzo niedużym i szukanym nieco na siłę, plusem jest ścieżka dźwiękowa, która jako jedna z niewielu elementów filmu nie woła o pomstę do nieba i nie powoduje bólu zębów.

 

 

Tytuł oryginalny:  Singularity

Reżyseria: Robert Kouba

Rok powstania: 20187

Czas trwania: 1 godzina 31 minut

 

 


Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości

 

 

Martyna Halbiniak

Martyna Halbiniak

Lubi twierdzić, że nie wpisuje się w schematy, łamie konwencje i jest jedyna w swoim rodzaju, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę otacza się ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Wyznaje zasadę, że czekolada nie pyta, ona rozumie, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Kocha książki (chociaż zagina im rogi), kinomaniaczka i serialoholiczka, wciąż znajdująca czas na kolejne inicjatywy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.