Fuj, fuj, fuj! „Ghostland” – recenzja filmu

Jest taki gatunek filmowy, który omijam szerokim łukiem. To horror. Miałam co prawda w swoim życiu etap, kiedy to nałogowo oglądałam straszne  obrazy o duchach, demonach i potworach, jednak teraz zaciągnięcie mnie do kina na tego rodzaju produkcję to prawdziwe wyzwanie. Żałuję, że tym razem tak łatwo uległam i dałam się namówić na seans. Miałam nadzieję, że skoro Ghostland otrzymał całkiem niezłe oceny, to zapewne okaże się przyzwoitym filmem. Yhym…
 Nadzieja matką głupich

Streszczenie fabuły Ghostland jest problematyczne, ponieważ niezwykle łatwo zdradzić za wiele szczegółów, odbierając widzom tę niewielką przyjemność, którą może przynieść im seans. Ograniczę się więc do stwierdzenia, że opis dostępny na stronie kina rozmija się z tym, co widzimy na ekranie, i nie są to drobne różnice. Samotna matka i jej dwie nastoletnie córki wprowadzają się do domu po zmarłej ciotce – zagraconego starymi sprzętami, w tym kolekcją porcelanowych lalek, zajmującą niemal każdą wolną przestrzeń. Jednak to nie dziecięce zabawki burzą spokój nowych lokatorek. Pierwszej nocy ma miejsce tragedia, która odciska się piętnem na życiu bohaterek, zmuszając je do stawienia czoła wspomnieniom i niewesołej rzeczywistości. Każda radzi sobie z tym, co się przydarzyło, w odmienny sposób.

Kadr z filmu „Ghostland”

Akcja zaczyna się z przytupem, by dość szybko zwolnić do ślimaczego tempa, sprawiając, że kilkukrotnie zerknęłam na zegarek, a potem znów rusza z kopyta. Wynika to z intrygującej konstrukcji fabularnej całego filmu (nie, nie rozwinę tego zagadnienia, byłby to bowiem spory spoiler, a tego nie chcę wam zrobić). Problemem jest jednak to, że twórcy nie wykorzystali chwili, w której powinni zakończyć opowieść, w efekcie psują wrażenie, które wywarł na widzu zwrot akcji, i zaprzepaszczają szansę na zachwycenie swoim obrazem. Z pewnym smutkiem muszę stwierdzić, że to nie jedyny moment, kiedy scenarzystom zabrakło wyczucia – dość szybko okazuje się, że horror, zamiast straszyć i niepokoić, korzysta z tanich chwytów, które nie robią na  widzu wrażenia.

Pobawmy się lalkami

Nad horrory wypełnione hektolitrami krwi i pełne kilometrów wyprutych jelit przedkładam produkcje, w których twórcy sprawiają, że to atmosfera produkcji wywołuje u mnie przymus oglądania kolejnych scen przez palce. Niestety, Ghostland jest filmem, straszącym widza w najbardziej prymitywny z dostępnych sposobów – za pomocą jump scare’ów. Za pierwszym razem mogą powodować wzdrygnięcie i przyprawić o szybsze bicie serca, nie sprawdzają się jednak na dłuższą metę, okazując się kolejnym nużącym elementem produkcji. Największym zarzutem, jaki mam wobec Ghostland, jest ten, że zamiast – jak na horror przystało – straszyć, zostawia widza z uczuciem obrzydzenia i dyskomfortu wywołanego oglądaniem czegoś, co wydaje się niestosowne, a momentami nawet obleśne.

Kadr z filmu „Ghostland”

Nie tylko ja wyszłam z seansu mocno zdegustowana. Jednak analizując wszystko na spokojnie, trudno mi jednoznacznie określić, co dokładnie wywołało tyle negatywnych odczuć. Zapewne złożyło się na nie połączenie plot twistu i tego, co faktycznie stanowiło przyczynę wszystkich nieszczęść naszych bohaterek, oraz sposobu przedstawienia niektórych scen. Poniekąd wiąże się to również z tym, o czym już wcześniej wspomniałam – twórcy nie potrafili wyczuć chwili, gdy powinni zakończyć produkcję. Widzowie męczą się zatem z potworkiem o źle rozłożonym ciężarze fabularnym, to nudząc się, to znowu obserwując wydarzenia wywołujące w nich uczucie zniesmaczenia. Nie wykluczam jednak, że horrorowi wyjadacze po prostu wzruszą ramionami i szeroko ziewną, ponieważ w swojej karierze oglądali już mocniejsze sceny.

Pobaw się ze mną, laleczko

Specyfika Ghostland w dużej mierze polega na prowadzeniu fabuły na dwóch płaszczyznach – przeszłości oraz teraźniejszości bohaterek. Skoki czasowe wymagają zatem ukazania sióstr jako nastolatki i dorosłe kobiety. Zdecydowanie lepiej, mam tu na myśli kwestię aktorstwa, wypadła młodsza para dziewczyn – szesnastoletnia Emilia Jones oraz dwudziestoletnia Taylor Hickson, przed którymi postawiono trudne zadanie poradzenia sobie z niełatwymi scenami. Niezwykle dobrze radzi sobie również Mylène Farmer w roli matki nieletnich protagonistek, na tym jednak kończy się lista osób zasługujących na wzmiankę.

Kadr z filmu „Ghostland”

Ghostland właściwie nie wyróżnia się na tle horrorów. Pełna lalek scenografia budzi niepokój, nie ma w niej jednak niczego, co już by się nie pojawiało w innych produkcjach, często zrealizowanych o wiele lepiej. Dziecięce zabawki wykorzystano w sposób prymitywny, jako pojawiające się nagle „straszaki”, w dużej mierze zaprzepaszczając ich potencjał. Twórcy zrehabilitowali się dopiero pod  koniec filmu, kiedy porcelanowe sylwetki przydały się do zbudowania napięcia i gdy w końcu stało się jasne, co dokładnie motywuje do działania antagonistów. Ghostland jest zlepkiem kilku niezłych pomysłów, których nie potrafiono dobrze wykorzystać. Zmarnowany potencjał boli. Jeśli zatem planujecie wypad do kina po to, by przez niespełna dwie godziny odczuwać strach, to z całą stanowczością rekomenduję wybranie się na inną produkcję.

 

 

Tytuł oryginalny:  Ghostland

Reżyseria: Pascal Laugier

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 31 minut

Martyna Halbiniak

Martyna Halbiniak

Lubi twierdzić, że nie wpisuje się w schematy, łamie konwencje i jest jedyna w swoim rodzaju, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę otacza się ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Wyznaje zasadę, że czekolada nie pyta, ona rozumie, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu. Kocha książki (chociaż zagina im rogi), kinomaniaczka i serialoholiczka, wciąż znajdująca czas na kolejne inicjatywy.

Komentarze

  • Monika Doerre
    8 maja 2018 at 08:40
    Permalink

    Wielka szkoda. Uwielbiam horrory, ale odnoszę wrażenie, zapewne niemylne, że powstaje coraz więcej gniotków…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.