„Fantazmaty” – nowy sposób na antologię

Fantazmaty, jak mówi sam pomysłodawca, Dawid Wiktorski, to szalony projekt non-profit, który ma przybliżyć polskim czytelnikom literaturę fantasy. I robi to w formie antologii, gdzie obok znanych i zasłużonych autorów pojawiają się zupełne pisarskie świeżynki. Jaki jest efekt? No cóż, różny.

Antologie to takie niewdzięczne pozycje, po których nie do końca wiadomo, czego można się spodziewać – z jednej strony oczekiwania są spore, z drugiej towarzyszy nam myśl, że to porywanie się z motyką na słońce. Zwłaszcza gdy objętościowo wydanie, jak w przypadku Fantazmatów, jest dość imponująca. I niestety nie udało się uciec przed potknięciami – opowiadania są tutaj bardzo nierówne.

Ale od początku

Spis autorów robi wrażenie – Paweł Majka, Agnieszka Hałas, Andrzej Sawicki czy Marcin Rusnak, oto nazwiska, które od razu przyciągają wzrok. Jeśli dorzucimy do tego debiutantów i początkujących pisarzy, to otrzymamy mieszankę wybuchową. Od strony technicznej i warsztatowej bardzo trudno się przyczepić do antologii. Niestety chwilami miałam wrażenie, że nie wszystkie teksty były pisane z podobny zaangażowaniem. Doskonały utwór Rusnaka, przy którym świetnie się bawiłam, mocno odstaje od tego, co zafundował Jacek Łukawski (mam do niego ogromne pretensje przez sposób zakończenia opowiadania) czy Ahsan Hassan. Pierwszy z trzech wymienionych przed chwilą autorów bawi się formą, daje czytelnikowi coś, co okazuje się zamkniętą całością, pozwala odetchnąć, jest lekkie. Niestety Hassan po raz kolejny mnie rozczarował. Wcześniej trudno było mi przebić się przez jego książkę Trupojad i dziewczyna, teraz znowu przez krótką formę. Nie wiem, czy to kwestia klimatu, którego nie mogłam złapać, czy specyficznego sposobu, w jaki ten tekst został napisany, ale niestety ugrzęzłam. Natomiast opowiadanie Łukawskiego, a właściwie jego zakończenie, jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Dlaczego autor postanowił dopisać wytłumaczenie do swojego tekstu? Czemu stwierdził, że to, co napisał, tego wymaga? Jest to dla mnie zagadką.

Na szczęście z odsieczą przybył tekst Magdaleny Kucenty, która wykreowała obraz społeczeństwa żyjącego gdzieś między starożytnym Egiptem a Asyrią, nadała utworowi rys historycznej opowieści, wciąż mieszczącej się w ramach fantasy. Innym świetnym opowiadaniem jest Drakodoncja stosowana Kamili Dankowskiej, klasyczny retelling znanej wszystkim legendy o szewczyku Dratewce. Urocze, żartobliwe, choć dość proste w formie, doskonały poprawiacz nastroju.

Cała antologia kończy się bardzo dobrym i mocnym tekstem Krzysztofa Rewiuka. Od początku czujemy się niepewnie i autor trzyma nas w tym stanie do samego końca. Świetnie wyważone emocje i bardzo dobre, choć skąpe w ilość, dialogi. Naprawdę chapeau bas i oby powstało więcej tekstów tego autora.

Bardzo żałuję, że w tomie nie umieszczono większej ilości grafik. Te, które można w nim znaleźć, są niesamowicie klimatyczne i świetnie wpasowują się w atmosferę poszczególnych opowiadań. Oszczędne w formach, czarno-białe, dopełniają pozycję.

Jest jedna rzecz, do której muszę się przyczepić, jeśli chodzi o samo założenie antologii – brakuje mi tematu przewodniego. Zawsze postrzegałam wszelkiego rodzaju tomy opowiadań przez pryzmat jakiegoś czynnika wspólnego – tematu głównego. W Fantazmatach tego mi zabrakło, co może uchroniłoby czytelnika przed uczuciem chaosu.

 

 

 

Tytuł: Fantazmaty
Antologia
ISBN: 978-836-605-80-02

Ania Minge

Ania Minge

Lubię leżeć i książki. Jak dorosnę to zostanę Rory Gilmore. Albo Lorelai, zależy jak mi się życie ułoży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.