Do matki byście tak nie powiedzieli. „Deadpool 2” – recenzja filmu

Kiedy film rozpoczyna się kilkoma krwawymi jatkami pod rząd, w rytm utworu 9 to 5 Dolly Parton, to wiadomo, że trafiło się na godnego następcę pierwszego Deadpoola. Bo zabójcy na zlecenie też czasami wyrabiają nadgodziny, zamiast wrócić do domu po 17.
Naostrzyć nożyk do twarożka

Domyślam się, że pierwszy akt filmu może znudzić część widzów, także tych zaznajomionych z kinem superbohaterskim. Nie myśleli oni bowiem o ciężarze emocjonalnym i traumie, gdy szli na produkcję promowaną pośladkami Ryana Reynoldsa i scenami stylizowanymi na Flashdance. A jednak te dramatyczne wydarzenia i śmierć bohaterów (nawet jeżeli da się ją przewidzieć) mają sens i ważne dla fabuły skutki. Pokazują nam też, że Wade Wilson potrafi prawdziwie kochać, cierpieć i troszczyć się o kogoś innego. A w tym filmie ma ku temu okazję, bo na swojej drodze spotyka Russella (Julian Dennison), nastoletniego mutanta, ściganego przez Cable’a (Josh Brolin) – twardziela z przyszłości.

Kadr z filmu „Deadpool 2”

Brolin sprawdza się w roli podróżującego w czasie Nathana Summersa, mimo braku poczucia humoru i śmiertelnej (dla wielu wokół niego) determinacji nie wydaje się postacią jednowymiarową i nudną, a jednocześnie nie daje się zbić z tropu wybrykom i docinkom głównego bohatera. Przyznaję, że kibicowałam mu niemal do ostatniej sekundy, zamiast trzymać stronę dzieciaka z Hunt for the Wilderpeople. Film opiera się głównie na niechcianych konfrontacjach Russella, Deadpoola oraz Cable’a, a w drugim akcie dołącza do nich jeszcze jedna uzbrojona po zęby bohaterka. Reszta jest właściwie dodatkiem.

Motyw szczęścia Domino, jako jej supermocy, jest świetnie przedstawiony i ma bardzo praktyczne zastosowanie, a sama Zazie Beetz ma charyzmę i chciałoby się oglądać ją częściej. I nawet jeżeli wydawać się może, że reszta zebranego przez Deadpoola X-Force’a to zbieranina wyjątkowo płaskich i losowych postaci (chociaż w ich role wcielają się chociażby Terry Crews i Bill Skarsgård), to bardzo szybko dowiadujemy się, dlaczego tak to napisano. Wszelkie skojarzenia z Legionem samobójców są mile widziane.

Kadr z filmu „Deadpool 2”
Usiąść komuś na twarzy

Deadpool, oczywiście, nadal przeklina i daje przeklinać innym, opowiada dowcipy o swoich genitaliach, ale jednocześnie robi to… trochę rozsądniej! Już nie chodzi tylko o to, by rzucić w widza jak największą liczbą gagów i powiedzonek i zobaczyć, co chwyci i sprawi, że wszyscy będą ryczeć ze śmiechu. Dowcipy – nadal na tym samym absurdalnym poziomie co w jedynce – są lepiej dawkowane. Oczywiście nie znaczy to, że każdy z nich ląduje idealnie – jest tu o kilka odniesień do DC Comics za dużo, T.J. Miller wydaje się mało śmieszny (szczególnie przy swoim pracowniku Dopinderze), a motyw odrastających nóg zajmuje zdecydowanie więcej czasu niż to konieczne, przez co tempo filmu zdecydowanie spada.

Ale łamanie czwartej ściany i rzucanie do kamery spojrzeń używanych w The Office nadal ma się tu dobrze. Komentarze do sukcesów i porażek Marvela oraz sekwencje muzyczne (ta Dolly Parton!) zgrywają się z akcją, nawet kiedy Wade zbiera ciężkie baty. To w końcu jeden z tych filmów, w których złamany kręgosłup głównego bohatera nie oznacza dramatycznego końca aktu drugiego i następującego po nim monologu o mrokach ludzkiej duszy.

 

Kadr z filmu „Deadpool 2”

Dodatkowo dostaje się w tej produkcji chyba wszystkim – od Bonda, Disneya i jego hitów, przez rasizm i poprawność polityczną w społeczeństwie, a kończąc na samym Reynoldsie jako aktorze.

Proszę bardzo, Kanado

Na koniec powiem, że żałuję trochę, iż podczas seansu, na którym byłam, cała sala śmiała się w najlepsze przy humorze genitalno-toaletowym, zbywając milczeniem te mistrzowskie momenty, gdy Deadpool nawiązuje do Goonies, Avengers: Infinity War, pokazuje X-Menów, których Wade’owi brakowało w pierwszym filmie, lub kiedy ratuje świat przed Zieloną Latarnią i X-Men Origins: Wolverine. Myślę, że Ryan Reynolds mógłby się zasmucić – pewnie większość tych żartów była jego pomysłem.

Deadpool 2 to film robiony przez fanów komiksów dla fanów, by wszyscy mogli zadowolić się ekstremalnymi scenami, na które inni twórcy mogliby się nigdy nie zdecydować. Ale także szeroka publiczność wydaje się lubić ten rodzaj kina – na co wskazują pełne sale na pokazach przedpremierowych. Może i niekoniecznie doceni prezentowane w nim umiłowanie do świata komiksów, ale przynajmniej zapewni serii i kategorii R dobre wyniki box office’a.

 

 

Tytuł oryginalny:  Deadpool

Reżyseria: David Leitch

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 2 godziny

 

 

 

Źródło grafiki głównej

Karolina Małas

Karolina Małas

Moja pamięć wypełniona jest nazwiskami aktorów i bezużytecznymi ciekawostkami na temat popkultury, które usłyszy każdy, kto choć raz poszedł ze mną na imprezę. W jednej chwili zachwycam się brutalnym światem piratów lub postapokaliptycznym klimatem Mad Maxa, by po chwili wzruszać się nad drag queens wykonującymi ballady o miłości. I będę polecać te rzeczy, dopóki nie zapamiętasz tytułów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.